To prawda, ale to samo można powiedzieć o wielu innych ( i bez negatywnych emocji), Omega, Patek, Seiko, AP..... Wszystko zależy kto mówi i kto słucha, jak ktoś powierzchownie znający branżę to oczywiście Rolex jest najlepszy , coca cola i burgery z McDonalds też... Ktoś kto zna trochę historię wie że tylko jedna firma Seiko postawiła na skraj upadłości cały przemysł zegarmistrzowski Szwajcarii, łącznie z Rolexem, setki milionów franków pompowane w ratowanie branży niewiele by pomogły gdyby nie wizja tego człowieka: Nicolas G. Hayek N. Hayek doszedł do słusznego wniosku że aby ratować szwajcarski przemysł zegarkowy należy w pierwszej kolejności poradzić sobie z jego fragmentacją, a następnie zmienić jego anachroniczne podejście do kwestii produkcji i marketingu. I tak, za jego sprawą, nastąpiło scalenie ASUAG oraz SSIH w SMH (Swiss Corporation for Microelectronics and Watchmaking). Kolejnym krokiem były reformy obejmujące proces produkcji zegarków. Nastąpiła standaryzacja części i centralizacja produkcji. Za wytwarzanie mechanizmów odpowiedzialna była ETA zaś poszczególne marki zająć się miały jedynie stroną projektową oraz reklamą. Olbrzymie pieniądze, które ponownie spłynęły z konsorcjum szwajcarskich banków pozwoliły na inwestycje w automatyzację produkcji. W międzyczasie trwały prace nad projektem – Delirium vulgare. Stał za nim nie kto inny jak sam Ernst Thomke. Pomysł był prosty – chciano wykorzystać założenia projektowe i doświadczenie zdobyte przy produkcji Delirium do stworzenia taniego zegarka, mającego pomóc w odzyskaniu choćby części najniższego segmentu zegarkowego rynku (Delirium vulgare to w wolnym przekładzie z łaciny „Delirium dla mas”). Niestety banki nie były chętne do pompowania pieniędzy w projekt, który w ich mniemaniu nie miał dużych szans na sukces. Innego zdania był Nicolas G. Hayek. Szwajcarski biznesmen, libańsko-amerykańskiego pochodzenia, zorganizował finansowanie dla projektu Ernst’a Thomke. Owocem był zegarek, którego koperta i „szkiełko” wykonane były z plastiku. Cała konstrukcja zoptymalizowana była pod jak najniższy koszt produkcji. Z legendarnego Delirium zaczerpnięto brak dekla i mechanizm instalowany bezpośrednio na dnie koperty (tutaj jednak nie było to podyktowane grubością a potrzebą minimalizowania ilości części a co za tym idzie kosztu produkcji). Finalny produkt składał się z zaledwie 51 elementów, co w porównaniu z najtańszymi zegarkami mechanicznymi ,liczącymi prawie 100 części, było wynikiem imponującym. Kompromisy miały miejsce jednak tylko w dziedzinie materiałów i konstrukcji. Nowe zegarki zachowywał wysokie szwajcarskie standardy w kwestii dokładności i niezawodności. Gdy ich finalne wersje trafiły pod nazwą Swatch (Swiss+watch=Swatch) na rynek w roku 1983 okazały się być wielkim hitem. To dzięki plastikowym Swatch’om szwajcarska branża zegarkowa zdołała odbić się od dna. Najprawdopodobniej gdyby nie te niepozorne plastikowe zegarki nie byłoby dziś na rynku tuzów pokroju Omegi czy Longines’a. Poza niską ceną do sukcesu Swatch przyczynił się marketingowy geniusz N.Hayek’a (zwanego później żartobliwie Mr.Swatch) . Reklamował on plastikowe kwarce nie jako zegarki a raczej akcesoria modowe. Niedługo później SMH zmieniło nazwę na Swatch Group. Gdyby nie On To Rolex i Omega dziś by były nazwami czekolady z nadzieniem..... *fragmenty zaczerpnięte z : https://timeandmore.pl/blog/2019/03/27/kwarcowa-rewolucja/