Jakiś czas temu odnalazłem w domu rodzinnym bardzo styranego Wostoka z resztkami szkiełka, z powycieraną kopertą leżał sobie od nieokreślonego czasu na dnie szuflady. W garażu, pomiędzy śróbkami, kluczami wszelakiej maści i szpargałami. Zegarek ów należał do mojego ojca i jak widać po stanie, nie był oszczędzany. Służył prawdopodobnie na codzień. Znając ojca to nie zdejmował go pewnie ani do pracy z młotkiem, ani przy rąbaniu drewna. Biorąc pod uwagę stan szkiełka, które już się kompletnie wykruszyło, oraz stan tarczy (szczególnie koło indeksu na godzinie 5) został tam czymś trafiony. I prawdopodobnie od tego czasu leżał nieużywany. Strzelam, że ok. 25 lat. Jako, że posiadam już leciwego Wostoka, którego udało się przywrócić do życia postanowiłem, że może i z tym coś zrobię. Wiedziałem , że wiele nie zdziałam w kwestii renowacji i przywrócenia do stanu "fabrycznego" , więc postanowiłem zakupić ładnego takiego samego. Łatwej powiedzieć niż zrobić , ale dla chcącego nic trudnego. Długo szukałem no i jest! Nawet 2 sztuki się znalazły w jednym czacie. Tymczasem stary opatulony gąbeczkami czeka w swojej puszce na pomysł co z nim zrobić... Ciekawostka: nadal jest na chodzie i trzyma czas... Wrzucam fotki obu dla porównania. Może nie jest to super rzadki okaz, ale sentyment zwyciężył. Jeżeli macie pomysł co zrobić z poobijanym piszcie.