Nie wydaje mi się, na logikę, byś miał rację w moim przypadku - ale mogę się oczywiście mylić...
Zakładając, że wkładam do rotomatu zegarek nakręcony (bo jest nakręcony, może nie całkiem, ale w dużym stopniu, po całym dniu na nadgarstku) i kręci się on tam potem przez długi czas, np. miesiąc lub dłużej i się nie zatrzymuje, to oznacza, że pewnie na tych obrotach mimo wszystko utrzymuje swój poziom nakręcenia (mniej więcej) z dnia zdjęcia z nadgarstka. Gdyby tak nie było, to w końcu by się zatrzymał, a tak się nie dzieje. W tej sytuacji nie widzę powodu by nakręcać go bardziej.
Masz zapewne rację w odniesieniu do zegarków wkładanych do rotomatu w stanie całkiem „rozładowanym”, kiedy to ledwo chodziłyby na minimalnym nakręceniu lub stawały i ponownie ruszały, lub w stanie „minimalnie nakręconym” kiedy to w tym stanie potem by pozostawały.
Ale, jak mówię, kieruję się jedynie logiką i doświadczeniem, że się nie zatrzymują, a nie „znawstwem” mechanizmów, czy rotomatów pod tym kątem.
Muszę kupić zegarek ze wskaźnikiem rezerwy chodu by to sprawdzić doświadczalnie... 😀
Nie wiem też, że rzeczywiście jest tak, że bardziej nakręcony zegarek chodzi dokładniej niż mniej nakręcony. Przyjmuję, że skoro tak mówisz to wiesz.