Kupiłem dziś kolejnego IWC i albo się w klubie umocmię, albo zostanę wywalony... To, co kupiłem to powiedzny pół-IWC, bo to pasówka. Mechanizm H6 z kieszonki z lat 1925-1920 oprawiony w robioną "na miarę" kopertę stalową ze szklanym dekielkiem. Zasadniczo jestem wrogiem takich zegarków, ale temu jakoś nie potrafiłem się oprzeć. Ma idealną tarczę, piekne wskazówki, piekny werk i jak cyka.... Czy kupno takiej składanki ma sens? Sam nie wiem, ale jakoś tak wyszło, ze jest mój. Czyli mam cztery i pół IWC :-) A stalowy C89 został u lekarza. Ma być wykąpany, nasmarowany, wyregulowany. Dostanie nową koronkę, oryginalny sekundnik, szkiełko i pasek z oryginalną sprzączką z lat 40/50. Szkoda tylko, ze te zabiegi kosztują mniej więcej tyle, co jakiś całkiem niezły seiko. A i tak młodzież powie, że mam jakiś archaiczny zegarek, bez wielu przycisków na boku i bez kauczukowego paska...