Ja od kilku tygodni jestem fanem klasycznych G-Shocków. Najpierw zaopatrzyłem się w DW-6600 i DW-6900, a następnie w GW-M5600-1ER, a wczoraj przyszedł do mnie DW-5600E. Jeśli chodzi o wygodę noszenia jako EDC, w kolejności usytuowałbym je następująco: 1. DW-5600E 2. GW-M5600-1ER 3. DW-6600/6900. Co ciekawe, okazuje się, że "stary" DW-5600E ma pasek usytuowany pod nieco innym kątem w stosunku do bezela niż GW-M5600. DW lepiej przez to subiektywnie "leży" na nadgarstku niż GW-M5600. Może to tylko sprawa moich dwóch egzemplarzy, ale jednak można to dostrzec gołym okiem. DW-6600/6900 to fajne, okazałe i może bardziej reprezentatywne zegarki, ale jako sprzęt codziennego użytku nieco mniej wygodne niż 5600, zwłaszcza gdy nosi się koszule (niekoniecznie eleganckie, choćby flanelowe) i próbuje się zapiąć mankiet. 5600 są bardziej "nieodczuwalne" na ręce. Gdy już dochodzi do sytuacji, gdy na to wszystko trzeba narzucić polar i kurtkę, wtedy duże 6600/6900 już przestają być takie poręczne, niestety Wtedy "filigranowe" 5600-tki ukazują swoją przewagę. Inna sprawa, że GW-M5600-1ER powinien być maksymalnie odsłonięty, żeby się Tough Solar ładował i potem nie było żalu, że 'miał działać, a nie działa', hehe Zimą w warunkach terenowych trzeba by wtedy skombinować sobie adaptory do dłuższego paska nylonowego i nosić go zapiętego na rękawie, na wierzchu, żeby się ładował cały czas przy słabym oświetleniu. Zwykła bateria daje nieco więcej luzu psychicznego w tej materii, choć może to stresowanie się o żywotność akumulatorka w Tough Solarze jest nieco na wyrost Poza tym (o dziwo) w nowszym i (wydawałoby się lepszym) GW-M5600-1ER jest tylko 60-minutowy timer, nastawiany w pełnych minutach, podczas gdy w DW-5600E jest pełny, 24-godzinny, ustawiany w sekundach. Spodziewałbym się raczej, że będzie na odwrót. DW-5600E ma może mniej alarmów, mniej bajerów, nie ma Wave Ceptora (z którego i tak nie korzystam), ale przez to jakoś sprawia dla mnie bardziej solidne wrażenie. Po prostu jest kwintesencją zegarka elektronicznego, z funkcjami, które zwykłemu człowiekowi w zupełności wystarczają, a do tego jest prosty w obsłudze. Przy GW-M5600-1ER musiałem się przegryzać przez anglojęzyczną instrukcję, głównie po to aby powyłączać większość wkurzających mnie funkcji. DW-5600E wyjąłem z pudełka i po minucie miałem już go "ogarniętego" w całości, instrukcja niepotrzebna :] Na sam koniec tylko dodam, a propos 5600-tek, że mimo wszystko starszy DW-5600E jest jakoś subiektywnie ładniejszy i bardziej stonowany niż nieco "pstrokaty" GW-M5600-1ER. Dopiero jak się postawi te zegarki na żywo obok siebie, to wychodzi, łącznie z nieco bardziej zaokrąglonym, mniej "kanciastym" bezelem DW-5600E.