Testuję ostatnio ustawienie siodła i bloków przy korbie 172,5 (wzrost równo 180, noga/przekrok 84) i raz mniej, raz bardziej bolą (taki delikatny, piekący ból) mnie kolana w okolicy rzepki. Nic strasznego, chwilę po jeździe przechodzi to w minimalny dyskomfort odczuwalny następnego dnia rano. W innym rowerze po przejściu z korby 175 na 170 jest poprawa, ale mam wrażenie, że korba mogłaby być jeszcze krótsza. Na moje dotychczasowe jeżdżenie (trzy razy w tygodniu jakieś 40 km) nie było tragedii, ale w przypadku jednorazowego wypadu powyżej 80 km już gorzej. Jak podniosłem siodełko za wysoko, to za mocno bujałem biodrami na boki. Niby nic, ale od 2 lat jakiś tam dyskomfort mi towarzyszył, teraz chcę jeździć zdecydowanie więcej. Stosując "klasyczny" wzór 1,25*inseam+65 wychodzi mi równo 170 jako absolutny max dla mojej budowy. Jednak znalazłem info jakoby nowym trendem jest stosowanie krótszych korb, jeżeli zależy nam na zdrowiu kolan i komforcie. Odbije się to minimalnie na momencie obrotowym, co mi nie przeszkadza, bo wolę wyższą kadencję (teraz ciężko mi ją utrzymać) a napęd mam miękko zestopniowany. Znalazłem tabelkę (dane zgadzają się kilkoma artykułami/filmami uznanych "fiterów" i fizjoterapeutów), z której wynika, że optymalna długość dla mnie to 165. Na ogół jestem sceptyczny względem takich niesamowitych odkryć, gdzie okazuje się, że kot karmiony samym mlekiem powinien umrzeć, bo nie jest w stanie trawić laktozy, a wszyscy kolarze z długim stażem i standardowymi korbami kwalifikują się na operacje kolan Tak czy inaczej zamówiłem w czeskim sklepie korbę 165 i będę eksperymentował. Zostawię sobie na jakiś czas 172,5 dla porównania. Wysłane z mojego SM-G780G przy użyciu Tapatalka