nautica i podstawowy współczesny antalantic to raczej poważni kandydaci do spadku wartości z każdym rokiem. złota Omega raczej nie straci... reszta to już w ogóle zagadka . gdyby było tak łatwo cokolwiek przewidzieć, to parę lat temu wykładałbym pieniądze na inne zegarki niż wykładałem
też się słabo znam... nie umiem się wyspecjalizować i nabrać wiedzy o konkretnej firmie/latach/stylu/kraju produkcji. ludzie mają spójne kolekcje, zbierają jakieś modele, marki albo chociaż skupiają się na jednym kraju. a ja tak po trochu... i jeszcze te współczesne dochodzą
no sporo, sporo, fakt. z vintydżami, które mnie najbardziej interesują, łatwo wpaść w duże liczby, bo te niemarkowe albo radzieckie często wpadają za cenę marnej flaszki (i to niekoniecznie półlitrowej).
w sumie nie nowy nabytek, ale znalazłem w szufladzie i się okazało, że cyka. tarczę przemyłem i dobrałem jakieś szkiełko ze złomu. jest prawie elegancko. zdaje się, że powinien być jeszcze sekundnik, bo widzę ośkę, może kiedyś wpadnie z jakimś trupkiem
no firma, która się w miarę drogo sprzedaje w tej chwili (czytaj: parę stów), ale to jeśli chodzi o męskie... jeśli zegarek nie ma wartości sentymentalnej, to nie warto ruszać, moim zdaniem, bo serwis pochłonie więcej niż to będzie po nim warte, szczególnie że koperta powycierana, a tarcza brudna (a z myciem to różnie wychodzi). teraz nikt nie nosi małych damek tego typu.
ile ja już go mam lat... jeden z pierwszych zegarków "kolekcjonerskich" u mnie. pamiętam, że długo szukałem komandira bez gwiazd, czołgów czy innych badziewi na tarczy
jeden z czterech identycznych nienoszonych, które wpadły. nawet część miała ori paski (które się rozkleiły). wiadomo, że to była tanizna, ale design mi się podoba, poza tym nieszczęsnym "date"
Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.