Z jednej strony chciałbym być jednozegarkowcem ale moje marzenie pryska w momencie kiedy zobaczę, wyczytam coś o innyn zegarku, który w jakiś sposób mnie urzeknie. I w takiej chwili zastanawiam się co lepsze: mieć jeden na całe życie i pozwolić aby ominęły mnie te wszystkie "nowości" czy mieć kilka i borykać się z dylematem który założyć Na obecnym etapie myślę, że aby mnie nie nosilo muszę mieć 3 zegarki. Jeden ten najbardziej uniwersalny i na całe życie, drugi to jakiś budżetowy garniturowiec, a trzeci to właściwie budżet na ten który wejdzie mi w głowę - kupię, ponosze i za jakiś czas zmienię na inny