No właśnie dlatego nie mam za bardzo ochoty na Niemca. Patrząc na ceny Golfa V czy Polo, to mi się odechciewa. Po prostu nie na moją kieszeń samochody. Gdybym miał 20 tysięcy zł, to może ale mam 10. Obecnie jeżdżę rocznikiem 1997 i nie chcę zmieniać na 1998 Myślałem na Fiatem Stilo takim jak np: http://otomoto.pl/fiat-stilo-1-6-klimatronik-serwis-idealny-C22223502.html Clio dalej chodzi mi po głowie, mam drugi egzemplarz (akurat z mojego województwa). http://otomoto.pl/renault-clio-klima-salon-polska-C22276380.html A czy moglibyście zerknąć na ogłoszenia dodane przeze mnie i zobaczyć, czy te samochody są coś warte? Na co w ogóle zwracać uwagę na pierwszy rzut oka przeglądając ogłoszenia? Jak myślicie? Lepszy samochód od pierwszego właściciela (kupiony w polskim salonie, serwisowany w ASO) ale z biedniejszym wyposażeniem i całym przebiegiem zrobionym na polskich "drogach", czy też lepszy ten sam model w podobnej cenie i z podobnym przebiegiem ale bogatszym wyposażeniem, który jest sprowadzony przez handlarza (który wie jak zrobić, żeby wyglądało to dobrze) z niemiec/szwajcarii/belgii? Czy ja jestem jakiś dziwny, że myślę o używanym samochodzie jak o loterii? Dla mnie kupno używanego Niemca wcale nie daje większej gwarancji bezawaryjności od Włocha czy Francuza. Ot fart jest potrzebny i tyle... Bo tu i tu można wtopić. A teksty typu: "fort gówno wort" i inne (o znajomościach alfiarzy z serwisu i karnetach na autobus miejski cytryniarzy) trochę mnie śmieszą i zalatują stereotypami. Dobrze mi się wydaje?