Niestety z racji "Umowy O Pracę" zmuszony jestem do oddawania składki zdrowotnej krajowi w wysokości już nastu tysięcy rocznie.
Czy mogę oczekiwać czegoś więcej od "służby zdrowia" niż braku zainteresowania, braku informacji co dalej czy po prostu wykonania swoich działań w sposób zadowalający dla pacjenta?
Wszystkie wizyty, które realizuję od X lat robię z ubezpieczeń prywatnych... Moje przygody z SOR kończyły się np. podsunięciem papieru, że przyjmę ketonal dożylnie - bo nikt przez weekend nie mógł wpaść, że mam porażenie nerwowe. Sytuacja sprzed kilku lat - nie było COVID.
Ostatnio ktoś z rodziny trafił na SOR parę miesięcy temu - dowiedzieć się cokolwiek graniczyło z cudem. Ja naprawdę jestem wyrozumiały i kulturalny - rozumiem, że są problemy. Starsza osoba najprawdopodobniej została zostawiona samej sobie przez 2 dni na łóżku w SOR, 3 dnia przeniesiono na oddział. Dopiero, któryś telefon i konkretne opierdolenie szanownej pani z drugiej strony za co przeprosiłem na wstępie (po iluś rozmowach z lekarzami, którzy zmieniali swoje dyżury) zadziałało w ten sposób, że uzyskałem informacje co się dzieje wogóle z pacjentem...
Ostatnia wizyta niestety karetki zaczęła się od pretensji ratownika, że nie mam maseczki. Jak * mam mieć maseczkę jak leżę na podłodze i nie mogę się ruszyć z bólu????Żona biegała szukać maseczki, bo jaśnie * pan ratownik miał problem z przystąpieniem do działań.
Oczywiście wszystko zależy od ludzi.
Ten system pomimo finansowania w dowolnej wysokości mam wrażenie będzie studnią bez dna i ciągle zależny od "widzimisię" nie wiem kogo.
Coraz bardziej myślę, że należy sprywatyzować w cholerę to wszystko co jest związane ze "służbą zdrowia" - w przyszłym roku mają znowu wzrosnąć składki i zlikwidowana będzie możliwość odliczania składki na ubezpieczenie zdrowotne od podatku...