Od dwóch dni mam GTS-a i postanowiłem napisać o nim kilka zdań na gorąco. Po pierwsze ten zegar to niezłe bydle. Dużo większy i cięższy niż Seiko MM300, czy Sinna U1. Dotychczas to były największe zegarki jakie miałem. Jakość wykonania jest znakomita, porównywalna do MM300 (choć ten miał więcej ciekawych niuansów, jak np polerka na krawędziach wskazówek) i lepsza niż w Sinnie U1 (nieestetyczne zabezpieczanie bransolety, niechlujnie położona luma na bezelu). Citizen na bardzo dobrą i mięsistą bransoletę, według mnie dużo ładniejszą i solidniejszą niż cieniutki kajdan w MM300. Niestety brakuje jej mikroregulacji. Póki co osłona koronki nie przeszkadza w codziennym noszeniu, ale ja lubię dość luźną bransoletę, więc zegar nieustannie wędruje po nadgarstku. Jak założę mu pasek i GTS zyska stabilność na ręku, to osłona może już być kłopotliwa. Bezel ma wyczuwalny minimalny luz roboczy góra-dół, nie sprawia wrażenia monolitu jak ten w Sinnie U1. Jest to właściwie jedyna rzecz do której mógłbym się przyczepić w kwestii wykonania. Choć nieco na siłę, bo w niczym to nie przeszkadza. Mega wrażenie robi antyrefleks. Inny niż w Damasko, czy Sinnie. W DA36 i 46, które miałem przyjemność użytkować efektownie mienił się on na niebiesko. Ten w Sinnie zbierał każdy, najmniejszy ślad po paluchach i straszenie się "paćkał". W Citizenie i nie zaobserwowałem ani niebieskiej poświaty, ani efektu "paćkania". Za to moja dziewczyna 2 razy pytała się, czy tam na pewno jest szkło. Na koniec dodam jeszcze, że luma w Citizenie jest przyzwoita, choć d*py nie urywa. Jest jej jednak stosunkowo mało, więc GTS nie bardzo ma czym świecić. Trochę szkoda, bo to taki mój mały zegarkowy fetysz. O mechanizmie i jego dokładności na razie się nie wypowiadam, bo za krótko go mam. Poza tym nie czuję się wystarczająco kompetentny w kwestiach technicznych. Tak czy siak, obecnie nie widzę realnej konkurencji dla GTS-a w tej klasie cenowej. Kawał świetnie wykonanego zegarka w cenie oklepanej Certiny, albo nudnego entry-level Glycine.