G
Trudno powiedziec. Granica ta jest płynna i zależy od człowieka. A słowa wstyd użyłem może nie do końca trafnie.
Ponieważ nie mam nic wspólnego z handlem czymkolwiek, dlatego mnie to razi, tak jak innych, że jeszcze nie ma czegoś na rynku pierwotnym a już się pojawia na wtórnym. Jak za "komuny'. Tylko wtedy milicja spekulantów ganiała. Oczywiście w tamtych czasach chodziło o towary pierwszej potrzeby. Albo o bilety do kina, też się kupowało u konika.
Nie wiem za ile bym wystawił, jakaś średnia cena - ale dopiero po jakimś czasie, nie od razu. Tak jak wspomniałem wcześniej teraz to oferta dla naprawdę dla nieliczących się z kasą i pod hasłem "Płacisz - masz, towar czeka na Ciebie".
Myślę, że Ci sprzedawcy i tak mają to gdzieś, może i rodzinę sprzedaliby za pieniądze. Spotykają się pewnie czasem w swoim gronie i śmieją się z naszych wypocin.
Takie czasy... dziwne, luksusowy towar niedostępny w salonie producenta.