To może i ja dodam coś od siebie w temacie otyłości…
Historia jest dość długa, ale postaram się ją skrócić, jak tylko mogę.
Urodziłem się duży, jakieś 4700/4900 g szczęścia, w wieku 9 miesięcy ważyłem 11kg…waga szła szybko. Zawsze lubiłem zajadać, ale nie opychałem się słodyczami (bo ich prawie nie było). Całe dnie spędzałem na dworze, rower, piłka - normalne dziecięce życie. I zawsze na bilansie nadwaga.
W 7 czy tam 8 klasie nie mogłem zrobić pompki…
Poszedłem do ogólniaka i od pierwszej klasy chodziłem na siłownię (brat chodził na szkolną siłkę i mnie zachęcił). Pod okiem starszych kolegów zacząłem pakować…w 4 klasie byłem najsilniejszy z klasy i chyba trzeci na 60 metrów…aczkolwiek szczypiorkiem nie bylem i boczki miałem…i wielkie nogi i łydy (to już chyba genetyka).
Potem wiadomo, studia, praca…i się odkładało.
Czułem, że chyba jest mnie za dużo…w międzyczasie byłem u lekarza rodzinnego (ze 3 lata temu) - diagnoza: zapewne inuslinooporność (ważyłem wtedy jakoś 112kg). Dostałem jakieś tabletki - nic nie dały, a mi się nie chciało wracać do lekarza. A więc dalej rosłem…Odłożyło się tego tyle, że na w szczycie formy w 2024 miałem już 118kg. Po kilkunastu metrach pogoni za trzyletnia córką dostałem zadyszki. Powiedziałem sobie dość.
W lutym 2025r. kupiłem wioślarza i zacząłem nierówną walkę ze sobą - kto wiosłował, ten wie. Jednocześnie nie zmieniałem jakoś specjalnie diety…główne założenie: nie biorę dokładek i stopniowo zmniejszałem porcje (nie dużo, tylko troszkę). Jeśli chodzi o weekendy to pozwalałem sobie na piwko, jakieś przekąski - nie chciałem się odchudzać tylko dietą.
Pierwsze efekty były ekstra - początkowo gubiłem 2kg/tydzien, potem 1kg/tydzień…aż waga stanęła. (Oczywiście ćwiczenia były przerywane przez jakieś przeziębienia, choroby dzieciaków, wakacje). Jak to zwykle bywa, jak waga stoi to się człowiek zniechęca…ale jakoś to przeżyłem…Poczytałem o efekcie Plateau, rekompozycji ciała, budowie mięśni.
Teraz mam prawie 100kg - dokładnie 101,5kg (czekam na tą setkę z utęsknieniem - tyle ważyłem chyba z 15 lat temu - jak nie lepiej?).
W pasie zgubiłem 18cm! To sporo. Czuję się lepiej, mogę biegać za dzieciakami, lepiej śpię i przestałem chrapać (zdarza się, ale nie noc w noc).
W rok przepłynąłem (na wioślarzu) prawie 666km, spędziłem na nim prawie 60godzin i spaliłem prawie 35 tyś. kcal.
Teraz zaczynam nieco zmieniać dietę, dodaję więcej warzyw, białka, ale nie rezygnuję z przyjemności i weekendów. Powoli też zaczynam wprowadzać elementy siłowe do treningu. Według wszelkich tabelek mam otyłość, ale powoli się zmieniam.
Nie jest to równa walka, ale chyba warto…kiedyś żartowałem sobie, że jestem body positive - zajebista wymówka, jak się ktoś za bardzo zapuści. A jak już się do tego doprowadzi to recepta jest jedna - trzeba zapierdalać.