Dotknąłeś kwestii, z którą walczę od dluższego czasu, więc wybaczcie offtopic, ale chciałbym podpytać o wasze zdanie.
Mianowicie, podobają mi się zegarki z kopertą, a nawet i bransoletą w kolorze żółtego złota, jednak caly czas mam dylemat czy jest sens kupować zegarek stalowy, ktory tylko jest pozłocony i tak naprawdę udaje, że jest złoty.
Bo tak, nigdy nie kupilbym bizuterii udającej zloto bo na pewno zle bym sie czuł nosząc coś co udaje zloto, więc jest mi równie glupio nosić zegarek pozłacany, a nie zloty.
Niestety nie mogę pokonać tzw. "Cebuli" aby zdecydować się na zakup zlotego zegarka za parę tysięcy, który założę na rękę 2-3 razy do roku.
Z drugiej strony, kiedy widzę u kogoś na ręce pozłacany zegarek to mimo, że mam świadomość, że jest to coś udające złoto, to zupelnie mi to nie przeszkadza i zazdroszczę tego zegarka (oczywiście, jeżeli jest to dyskretny, klasyczny zegarek, a nie jakaś wielka invicta czy coś w tym stylu).
Jak wy do tego tematu podchodzicie? Macie jakies argumenty przemawiające za zakupem zloconych, a nie zlotych zegarków? Generalnie, co sądzicie o noszeniu na codzień do zupelnie nieformalnego stroju pozłacanych zegarków?