Kopałem, kopałem aż wykopałem. Tadam!
Jakiś czas temu przeglądając to co się u nas dzieje na forum można było spotkać opinię, że zakupy na OLX to ryzyko. Nie specjalnie chciało mi się w to wierzyć aż trafiła kosa na kamień. W różnej maści złomkach u sprzedającego znalazłem Wostoka, fajny za 40 PLN + przesyłka. Napisałem i tak że cztery dni nie było odpowiedzi. Facet odezwał się, że a i owszem i że sprzeda. Gość zaczął mocno naciskać czy go biorę. Ale nie wyglądało na to, że ma na niego klienta. Co dziwne facet na pytania odpowiadał tak po jednym, dwóch dniach, no ale ok. Przelałem kasę i w momencie gdy sprzedający dostał gotówkę na konto, napisał, że on ma to w d*pie i mi zegarka nie wyśle. Zagotował mnie! Zgłosiłem sparwę na OLX i postraszyłem, że i na policję zgłoszę, z pełną świadomością że za 60PLN to gady nawet palcem nie kiwną. I gdzieś tak po dwóch dniach facet napisał, że wszystko ok i że zegarek jest już w drodze. Zacząłem się zastanawiać czy faktycznie i czy to ten który chciałem. Co ciekawe wszystko było ok. Oto nabytek. Tylko po co komu się chciało tak mnie zagotować? No tego nie jestem w stanie pojąć. Wariat schizofrenik? Czy zwyczajna menda? Nie wiem do dziś. Wtopa - nie do końca, ale nauczka jak najbardziej.