Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...
Gość ATCmike

Pilot watch fanclub :)

Rekomendowane odpowiedzi

W dniu 4.02.2026 o 22:10, Dorian06 napisał(-a):

Moim zdaniem byłoby to najlepsze rozwiązanie. 

I najważniejsze. Dzięki za kolejne odcinki. 

 

Dzięki! Dziś wprawdzie nie kolejny odcinek o Laco, ale Aristo Jumbo to też fajny pilot 55 mm :)

 

Dwadzieścia lat temu, 17 lutego 2006 roku na targach Inhorgenta w Monachium - międzynarodowej wystawie zegarków, biżuterii i kamieni szlachetnych - odbyła się premiera zegarka Aristo B-Uhr XXL 55 mm, który miałem przez ponad 12 lat i który bardzo mił wspominam. Firma Aristo została założona w roku 1907 w Pforzheim - mieście będącym kolebką niemieckich zegarków w ogóle i stolicą niemieckich zegarków lotniczych. W roku 1998 prawo do jej nazwy kupił Hansjörg Vollmer - zegarmistrz, pasjonat, kolekcjoner i szef mieszczącej się również w Pforzheim firmy Vollmer Uhren und Metallband-Manufaktur, od roku 1922 produkującej bransolety i koperty do zegarków z bransoletami. W roku 2002 do oferty Aristo trafiły pierwsze zegarki lotnicze. 

 

W jednym z udzielonych przed wielu laty wywiadów Hajo Vollmer opowiedział, że kupił oryginalnego Beobachtungsuhra z czasów II wojny światowej i to był początek: "Zawsze marzyłem o tym, żeby wyprodukować obie wersje jako repliki B-Uhrów. Każdy, kto ceni zegarki z charakterem, pokocha i ten". Skontaktował się więc z Wolfgangiem Bethge z sąsiadującej, założonej w roku 1939 w Pforzheim firmy Uhren und Zifferblätter Richard Bethge, która podjęła się zaprojektowania wymarzonego zegarka Vollmera w oryginalnym rozmiarze 55 mm i we wspomnianych obu wersjach: z tarczą A oraz B. Do tego czasu największe piloty Aristo XL miały średnicę 44 mm.

 

Kiedy dwie marki z Pforzheim zaczynają współpracować, to można oczekiwać efektu co najmniej niezłego. I tak też było w tym przypadku, kiedy narodził się Aristo B-Uhr XXL 55 mm, zwany "Jumbo" - od wielkości samolotu Jumbo Jet, czyli Boeinga 747. Zegarek wbrew zapowiedziom wierną repliką B-Uhra co prawda nie był, ale był bardzo podobny, a przez to wystarczająco dobry do codziennego noszenia tudzież przykuwania uwagi swą średnicą. Aristo Jumbo 55 mm został wyprodukowany w limitowanej, numerowanej serii 100 sztuk jako Baumuster A (Ref. 3H121) i takiej samej liczbie egzemplarzy Baumuster B (Ref. 3H122) - jednak Hajo Vollmer, z którym się kontaktowałem, napisał mi że w obu wersjach wyprodukowano po około 100-150 sztuk. Co miał na myśli podając takie liczby? Można się domyślać i o tym za chwilę.

 

W przypadku tych zegarków referencje 3H121 i 3H122 określały tylko i wyłącznie typ tarczy, a nie - jak to zwykle bywa - cały zespół niezmiennych cech produktu. B-Uhry Jumbo potrafiły zauważalnie różnić się w ramach jednego modelu: tarczami, wskazówkami, opisem koperty. Mam wrażenie, że firmy Aristo i Bethge po prostu zapłaciły frycowe debiutantów, którzy porwali się na nowość, nad którą nie do końca zapanowano. Albo że pominięto etap prototypów i zmiany szczegółów testowano od razu na zegarkach przeznaczonych do sprzedaży.

 

Wszystkie te Beobachtungsuhry miały matowo szkiełkowane koperty z prostymi, krótkimi i niespecjalnie urodziwymi uchami. Potężna koronka o średnicy 10 mm była pięknie zaprojektowana na kształt lekko wydłużonej i spłaszczonej cebulki. Po przeciwnej stronie koronki na kopercie wygrawerowany był numer specyfikacji i już przy takim drobiazgu zaczynają się różnice. Bo oznaczenie to występowało w różnym zapisie: albo jednym ciągiem i wielkimi literami jako "FL23883", albo z małą literą "L", po której następowała kropka i spacja, czyli "Fl. 23883". Ten pierwszy napis wykonywano czcionką podobną do tej, której używano w czasie II wojny. Drugi albo tą samą czcionką podobną do wojennej, albo inną - niepodobną, zupełnie przypadkową.

 

Utwardzane szkło mineralne było wypukłe, Superluminova C3 świeciła pięknie - na wskazówkach wręcz zabójczo. Wskazówki w zegarku typu A były typu A. W zegarku typu B też były typu A. Przy czym godzinową przeskalowano, dostosowując długością do wewnętrznego pierścienia indeksów tarczy Baumuster B, przez co wyglądała dziwacznie. Sekundowa przykuwała uwagę swą subtelnością: była cienka jak włos, bo została pierwotnie zaprojektowana do czujnika zegarowego i stamtąd przeszczepiona do B-Uhra Jumbo, po uprzednim pokryciu lumą. Wskazówki potrafiły się różnić pomiędzy egzemplarzami jednej referencji: miewały inny kształt i długość, obwódkę czarną lub białą, a 24-milimetrowej długości wskazówka sekundnika miewała przeciwwagę raz dłuższą, raz krótszą.

 

Tarcze Baumuster A różniły się krojem czcionki oznaczeń liczbowych. Na tarczy B czcionka miała już mniej więcej ujednolicony kształt, ale bywała grubsza lub cieńsza, indeksy kreskowe tak samo. Okrąg godzinowy modelu B był albo we wczesnej wersji, czyli gładki, pozbawiony punktów przy liczbach godzinowych, albo też był to późnowojenny pierścień z punktami. Na tarczy B świeciło wszystko, co tylko mogło świecić - czyli niezgodnie z konstrukcją historyczną: wszystkie indeksy minutowe (kreskowe i liczbowe oraz strzałka u góry), a na okręgu godzinowym sam pierścień gładki lub pierścień razem z punktami i liczby godzinowe.

 

Kiedy kupiłem Aristo Jumbo, usiłowałem to wszystko jakoś uporządkować i poświęciłem temu naprawdę bardzo dużo czasu, jednak nie dałem rady. Wszystkie wskazane wyżej różnice występowały przypadkowo i nie udało mi się znaleźć do nich żadnego logicznego klucza, że np. w zegarku Baumuster B z wczesnym okręgiem godzinowym napis na kopercie zawsze był wygrawerowany jedną czcionką, a wskazówki miały zawsze jeden kształt. Nie, nic z tych rzeczy. Po prostu jak tam komu w duszy grało, tak składał te zegarki: we wtorek z innych części niż w piątek i już! Oczywiście zdaję sobie sprawę, że przedstawione tu przykłady nie wyczerpują tematu, bo w ramach limitowanych modeli 3H121 i 3H122 na pewno znajdzie się więcej różniących się od siebie wariacji.

 

Na pełnym deklu laserowo wygrawerowano napisy informujące, że to niemiecki Beobachtungsuhr o klasie wodoszczelności WR50, zrobiony ze stali nierdzewnej. Była też bardzo swobodna wariacja na temat tabelki umieszczanej wewnątrz dekli wojennych B-Uhrów. W środku cykał niestety automat, ETA 2824-2, która - jak napisano w folderze reklamowym - sprawdziła się już wcześniej w 44-milimetrowych Fliegeruhrach Aristo XL i była wyregulowana z dokładnością do +5 sekund na dobę. Ale jeszcze przed premierą modelu XXL Hajo Vollmer ogłosił, że Jumbo będzie dostępny z alternatywnym werkiem ETA 2801 (czyli ręcznie nakręcaną wersją 2824, pozbawioną wahnika) i że przygotowuje limitowaną serię 20 egzemplarzy z Mołnią w środku, z kolei firma Bethge zapowiedziała, że pod jej marką pojawi się 55-milimetrowy Jumbo XXL z Unitasem. Dwie ostatnie obietnice spełniono, ale nie wiem czy kiedykolwiek powstały Aristo Jumbo z manualną Etą 2801, choć pewne kroki w tym kierunku na pewno poczyniono - o czym za moment.

 

Zegarek miał skórzany pasek z nitami, zapakowany był w bardzo ładne pudełko ze sztucznej skóry, przypominające lotniczy kuferek z narożnymi okuciami i sprzedawany był z certyfikatem autentyczności, podpisanym przez Hajo Vollmera. Sugerowana cena detaliczna wynosiła 890 EUR. Dla kolekcjonerów przygotowano zapakowany w drewnianą skrzynkę zestaw dwóch Jumbo - Baumuster A i Baumuster B - z dodatkowym paskiem lotniczym w formie zamkniętej skórzanej pętli, a to wszystko za 1880 EUR.

 

Później wyprodukowano jeszcze kilkadziesiąt nielimitowanych egzemplarzy Aristo B-Uhr XXL w tańszej o 30 EUR odmianie "poliftowej" - to chyba będzie najodpowiedniejsze określenie. I prawdopodobnie te zegarki Hajo Vollmer również włączał do całkowitej liczby 100-150 egzemplarzy każdego z modeli (A i B), o których mi napisał. Taki właśnie zegarek miałem.

 

Lifting koperty był pomysłem genialnym: teraz miała nowe, delikatnie wyprofilowane ucha, dodatkowo wygięte w dół - nie dość, że nieporównywalnie ładniejsze, to jeszcze wygodniejsze w noszeniu. Niestety: z cieniutkiej wskazówki sekundowej zniknęła luma, a z koperty grawerunek z oznaczeniem specyfikacji. Niektóre egzemplarze miały trochę zmienioną koronkę: o tej samej średnicy co wcześniej, ale nieco niższą. "Poliftowy" Baumuster B - z tego, co udało mi się ustalić - miał już tylko i wyłącznie późnowojenny pierścień godzinowy z punktami, które świeciły z liczbami godzinowymi, zaś samego okręgu nie pokryto masą luminescencyjną. Zdarzały się zegarki z o wiele za krótkimi wskazówkami, przeszczepionymi od mniejszych modeli Baumuster B (44 mm lub 47 mm). Były też takie, które sprzedawano z dwoma wymiennymi deklami. Jeden był prawie identyczny jak w "przedliftowym" XXL, tylko z napisami na obwodzie w języku angielskim. A jeśli ktoś chciał oglądać mechanizm, to w komplecie był jeszcze drugi dekiel - przeszklony, który można było wymienić. Dla mnie bomba: najlepsze rozwiązanie z możliwych, zamykające buzie deklowym malkontentom! Transparentne dekle były z napisami lub bez, różniły się też wielkością przeszklonego otworu. Warto przy tej okazji wspomnieć, że w roku 2007 limitowane zegarki z dwoma deklami (pełnym i przeszklonym) zaoferowała też Stowa w modelu FOLE, przygotowanym na swe 80-lecie.

 

Na pięciu pierwszych obrazkach pokazano limitowane zegarki "przedliftowe":

1. Baumuster A;

2. i 3. dzienne i nocne porównanie modeli Baumuster B z różnymi pierścieniami godzinowymi;

4. tabelka na deklu egzemplarza nr 007;

5. porównanie trzech różnych typów oznaczenia specyfikacji na kopercie.

 

Na kolejnych zdjęciach (nr 6-15) jest ex-mój "poliftowy" zegarek Baumuster A Ref. XXL-AB w nowej kopercie, z nową koronką i dużym szkłem w deklu pozbawionym napisów. Drugiego dekla nie było w fabrycznym zestawie.

 

Ostatnie cztery obrazki pokazują "poliftowe" Aristo Jumbo Baumuster B:

16. porównanie dwóch egzemplarzy różniących się wskazówkami i koronką;

17. zegarek z dwoma deklami w komplecie;

18. pełny dekiel;

19. luma.

 

Warto zwrócić uwagę na pokazany na zdjęciu nr 18 dekiel, na którym opis mechanizmu "ETA 2801/24" wskazuje, że faktycznie planowano zegarki z manualnym werkiem, a dekiel widocznie miał być uniwersalny, przeznaczony zarówno do tych automatycznych, jak i ręcznie nakręcanych.

Dziękuję bardzo za cierpliwe przeczytanie :) 

 

001.jpg

002.jpg

003.jpg

004.jpg

005.jpg

006.JPG

007.JPG

008.JPG

009.JPG

010.JPG

011.JPG

012.JPG

013.jpg

014.JPG

015.JPG

016.jpg

017.jpg

018.jpg

019.jpg


Omega Planet Ocean XL Gen1 2500D | Laco Stuttgart Pro 43 mm | Tag Heuer Carrera Drive Timer | Ticino Big Pilot | Tissot Chemin des Tourelles Gen2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, Dirty Harry napisał(-a):

 

Dzięki! Dziś wprawdzie nie kolejny odcinek o Laco, ale Aristo Jumbo to też fajny pilot 55 mm :)

 

Dwadzieścia lat temu, 17 lutego 2006 roku na targach Inhorgenta w Monachium - międzynarodowej wystawie zegarków, biżuterii i kamieni szlachetnych - odbyła się premiera zegarka Aristo B-Uhr XXL 55 mm, który miałem przez ponad 12 lat i który bardzo mił wspominam. Firma Aristo została założona w roku 1907 w Pforzheim - mieście będącym kolebką niemieckich zegarków w ogóle i stolicą niemieckich zegarków lotniczych. W roku 1998 prawo do jej nazwy kupił Hansjörg Vollmer - zegarmistrz, pasjonat, kolekcjoner i szef mieszczącej się również w Pforzheim firmy Vollmer Uhren und Metallband-Manufaktur, od roku 1922 produkującej bransolety i koperty do zegarków z bransoletami. W roku 2002 do oferty Aristo trafiły pierwsze zegarki lotnicze. 

 

W jednym z udzielonych przed wielu laty wywiadów Hajo Vollmer opowiedział, że kupił oryginalnego Beobachtungsuhra z czasów II wojny światowej i to był początek: "Zawsze marzyłem o tym, żeby wyprodukować obie wersje jako repliki B-Uhrów. Każdy, kto ceni zegarki z charakterem, pokocha i ten". Skontaktował się więc z Wolfgangiem Bethge z sąsiadującej, założonej w roku 1939 w Pforzheim firmy Uhren und Zifferblätter Richard Bethge, która podjęła się zaprojektowania wymarzonego zegarka Vollmera w oryginalnym rozmiarze 55 mm i we wspomnianych obu wersjach: z tarczą A oraz B. Do tego czasu największe piloty Aristo XL miały średnicę 44 mm.

 

Kiedy dwie marki z Pforzheim zaczynają współpracować, to można oczekiwać efektu co najmniej niezłego. I tak też było w tym przypadku, kiedy narodził się Aristo B-Uhr XXL 55 mm, zwany "Jumbo" - od wielkości samolotu Jumbo Jet, czyli Boeinga 747. Zegarek wbrew zapowiedziom wierną repliką B-Uhra co prawda nie był, ale był bardzo podobny, a przez to wystarczająco dobry do codziennego noszenia tudzież przykuwania uwagi swą średnicą. Aristo Jumbo 55 mm został wyprodukowany w limitowanej, numerowanej serii 100 sztuk jako Baumuster A (Ref. 3H121) i takiej samej liczbie egzemplarzy Baumuster B (Ref. 3H122) - jednak Hajo Vollmer, z którym się kontaktowałem, napisał mi że w obu wersjach wyprodukowano po około 100-150 sztuk. Co miał na myśli podając takie liczby? Można się domyślać i o tym za chwilę.

 

 

 

W przypadku tych zegarków referencje 3H121 i 3H122 określały tylko i wyłącznie typ tarczy, a nie - jak to zwykle bywa - cały zespół niezmiennych cech produktu. B-Uhry Jumbo potrafiły zauważalnie różnić się w ramach jednego modelu: tarczami, wskazówkami, opisem koperty. Mam wrażenie, że firmy Aristo i Bethge po prostu zapłaciły frycowe debiutantów, którzy porwali się na nowość, nad którą nie do końca zapanowano. Albo że pominięto etap prototypów i zmiany szczegółów testowano od razu na zegarkach przeznaczonych do sprzedaży.

 

Wszystkie te Beobachtungsuhry miały matowo szkiełkowane koperty z prostymi, krótkimi i niespecjalnie urodziwymi uchami. Potężna koronka o średnicy 10 mm była pięknie zaprojektowana na kształt lekko wydłużonej i spłaszczonej cebulki. Po przeciwnej stronie koronki na kopercie wygrawerowany był numer specyfikacji i już przy takim drobiazgu zaczynają się różnice. Bo oznaczenie to występowało w różnym zapisie: albo jednym ciągiem i wielkimi literami jako "FL23883", albo z małą literą "L", po której następowała kropka i spacja, czyli "Fl. 23883". Ten pierwszy napis wykonywano czcionką podobną do tej, której używano w czasie II wojny. Drugi albo tą samą czcionką podobną do wojennej, albo inną - niepodobną, zupełnie przypadkową.

 

Utwardzane szkło mineralne było wypukłe, Superluminova C3 świeciła pięknie - na wskazówkach wręcz zabójczo. Wskazówki w zegarku typu A były typu A. W zegarku typu B też były typu A. Przy czym godzinową przeskalowano, dostosowując długością do wewnętrznego pierścienia indeksów tarczy Baumuster B, przez co wyglądała dziwacznie. Sekundowa przykuwała uwagę swą subtelnością: była cienka jak włos, bo została pierwotnie zaprojektowana do czujnika zegarowego i stamtąd przeszczepiona do B-Uhra Jumbo, po uprzednim pokryciu lumą. Wskazówki potrafiły się różnić pomiędzy egzemplarzami jednej referencji: miewały inny kształt i długość, obwódkę czarną lub białą, a 24-milimetrowej długości wskazówka sekundnika miewała przeciwwagę raz dłuższą, raz krótszą.

 

Tarcze Baumuster A różniły się krojem czcionki oznaczeń liczbowych. Na tarczy B czcionka miała już mniej więcej ujednolicony kształt, ale bywała grubsza lub cieńsza, indeksy kreskowe tak samo. Okrąg godzinowy modelu B był albo we wczesnej wersji, czyli gładki, pozbawiony punktów przy liczbach godzinowych, albo też był to późnowojenny pierścień z punktami. Na tarczy B świeciło wszystko, co tylko mogło świecić - czyli niezgodnie z konstrukcją historyczną: wszystkie indeksy minutowe (kreskowe i liczbowe oraz strzałka u góry), a na okręgu godzinowym sam pierścień gładki lub pierścień razem z punktami i liczby godzinowe.

 

Kiedy kupiłem Aristo Jumbo, usiłowałem to wszystko jakoś uporządkować i poświęciłem temu naprawdę bardzo dużo czasu, jednak nie dałem rady. Wszystkie wskazane wyżej różnice występowały przypadkowo i nie udało mi się znaleźć do nich żadnego logicznego klucza, że np. w zegarku Baumuster B z wczesnym okręgiem godzinowym napis na kopercie zawsze był wygrawerowany jedną czcionką, a wskazówki miały zawsze jeden kształt. Nie, nic z tych rzeczy. Po prostu jak tam komu w duszy grało, tak składał te zegarki: we wtorek z innych części niż w piątek i już! Oczywiście zdaję sobie sprawę, że przedstawione tu przykłady nie wyczerpują tematu, bo w ramach limitowanych modeli 3H121 i 3H122 na pewno znajdzie się więcej różniących się od siebie wariacji.

 

Na pełnym deklu laserowo wygrawerowano napisy informujące, że to niemiecki Beobachtungsuhr o klasie wodoszczelności WR50, zrobiony ze stali nierdzewnej. Była też bardzo swobodna wariacja na temat tabelki umieszczanej wewnątrz dekli wojennych B-Uhrów. W środku cykał niestety automat, ETA 2824-2, która - jak napisano w folderze reklamowym - sprawdziła się już wcześniej w 44-milimetrowych Fliegeruhrach Aristo XL i była wyregulowana z dokładnością do +5 sekund na dobę. Ale jeszcze przed premierą modelu XXL Hajo Vollmer ogłosił, że Jumbo będzie dostępny z alternatywnym werkiem ETA 2801 (czyli ręcznie nakręcaną wersją 2824, pozbawioną wahnika) i że przygotowuje limitowaną serię 20 egzemplarzy z Mołnią w środku, z kolei firma Bethge zapowiedziała, że pod jej marką pojawi się 55-milimetrowy Jumbo XXL z Unitasem. Dwie ostatnie obietnice spełniono, ale nie wiem czy kiedykolwiek powstały Aristo Jumbo z manualną Etą 2801, choć pewne kroki w tym kierunku na pewno poczyniono - o czym za moment.

 

Zegarek miał skórzany pasek z nitami, zapakowany był w bardzo ładne pudełko ze sztucznej skóry, przypominające lotniczy kuferek z narożnymi okuciami i sprzedawany był z certyfikatem autentyczności, podpisanym przez Hajo Vollmera. Sugerowana cena detaliczna wynosiła 890 EUR. Dla kolekcjonerów przygotowano zapakowany w drewnianą skrzynkę zestaw dwóch Jumbo - Baumuster A i Baumuster B - z dodatkowym paskiem lotniczym w formie zamkniętej skórzanej pętli, a to wszystko za 1880 EUR.

 

Później wyprodukowano jeszcze kilkadziesiąt nielimitowanych egzemplarzy Aristo B-Uhr XXL w tańszej o 30 EUR odmianie "poliftowej" - to chyba będzie najodpowiedniejsze określenie. I prawdopodobnie te zegarki Hajo Vollmer również włączał do całkowitej liczby 100-150 egzemplarzy każdego z modeli (A i B), o których mi napisał. Taki właśnie zegarek miałem.

 

Lifting koperty był pomysłem genialnym: teraz miała nowe, delikatnie wyprofilowane ucha, dodatkowo wygięte w dół - nie dość, że nieporównywalnie ładniejsze, to jeszcze wygodniejsze w noszeniu. Niestety: z cieniutkiej wskazówki sekundowej zniknęła luma, a z koperty grawerunek z oznaczeniem specyfikacji. Niektóre egzemplarze miały trochę zmienioną koronkę: o tej samej średnicy co wcześniej, ale nieco niższą. "Poliftowy" Baumuster B - z tego, co udało mi się ustalić - miał już tylko i wyłącznie późnowojenny pierścień godzinowy z punktami, które świeciły z liczbami godzinowymi, zaś samego okręgu nie pokryto masą luminescencyjną. Zdarzały się zegarki z o wiele za krótkimi wskazówkami, przeszczepionymi od mniejszych modeli Baumuster B (44 mm lub 47 mm). Były też takie, które sprzedawano z dwoma wymiennymi deklami. Jeden był prawie identyczny jak w "przedliftowym" XXL, tylko z napisami na obwodzie w języku angielskim. A jeśli ktoś chciał oglądać mechanizm, to w komplecie był jeszcze drugi dekiel - przeszklony, który można było wymienić. Dla mnie bomba: najlepsze rozwiązanie z możliwych, zamykające buzie deklowym malkontentom! Transparentne dekle były z napisami lub bez, różniły się też wielkością przeszklonego otworu. Warto przy tej okazji wspomnieć, że w roku 2007 limitowane zegarki z dwoma deklami (pełnym i przeszklonym) zaoferowała też Stowa w modelu FOLE, przygotowanym na swe 80-lecie.

 

 

 

Na pięciu pierwszych obrazkach pokazano limitowane zegarki "przedliftowe":

 

1. Baumuster A;

2. i 3. dzienne i nocne porównanie modeli Baumuster B z różnymi pierścieniami godzinowymi;

 

4. tabelka na deklu egzemplarza nr 007;

 

5. porównanie trzech różnych typów oznaczenia specyfikacji na kopercie.

 

 

 

Na kolejnych zdjęciach (nr 6-15) jest ex-mój "poliftowy" zegarek Baumuster A Ref. XXL-AB w nowej kopercie, z nową koronką i dużym szkłem w deklu pozbawionym napisów. Drugiego dekla nie było w fabrycznym zestawie.

 

 

 

Ostatnie cztery obrazki pokazują "poliftowe" Aristo Jumbo Baumuster B:

 

16. porównanie dwóch egzemplarzy różniących się wskazówkami i koronką;

 

17. zegarek z dwoma deklami w komplecie;

 

18. pełny dekiel;

 

19. luma.

 

 

 

Warto zwrócić uwagę na pokazany na zdjęciu nr 18 dekiel, na którym opis mechanizmu "ETA 2801/24" wskazuje, że faktycznie planowano zegarki z manualnym werkiem, a dekiel widocznie miał być uniwersalny, przeznaczony zarówno do tych automatycznych, jak i ręcznie nakręcanych.

 

 

Dziękuję bardzo za cierpliwe przeczytanie :) 

 

001.jpg

002.jpg

003.jpg

004.jpg

005.jpg

006.JPG

007.JPG

008.JPG

009.JPG

010.JPG

011.JPG

012.JPG

013.jpg

014.JPG

015.JPG

016.jpg

017.jpg

018.jpg

019.jpg

Dziękuję za ciekawą recenzję i bogatą ilustrację tematu. :) 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki, zawsze czekam na te ciekawostki 😊

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

20260207_182933.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
18 godzin temu, Paulus57 napisał(-a):

Dziękuję za ciekawą recenzję i bogatą ilustrację tematu. :) 

 

14 godzin temu, lobo82 napisał(-a):

Dzięki, zawsze czekam na te ciekawostki 😊

 

Dzięki Panowie! :) Każde takie docenienie i każde polubienie moich postów jest dla mnie wielką motywacją do dalszego pisania w naszym Pilot Watch Fanclubie :) 

 

 

Jako uzupełnienie tematu o 55-milimetrowych B-Uhrach Aristo Jumbo, wrzucam fotki wspomnianych wyżej dwóch 55-milimetrowych zegarków z rodziny.

 

1. Aristo XXL Jumbo w nowej, "poliftowej" kopercie, ze starą koronką - krótka seria limitowana, tylko 20 sztuk (zdjęcia 1-4). W środku Mołnia 3603, czyli Cortébert 616/618 po rusku.

 

2. Bethge XXL Jumbo z Unitasem 6497 w środku - dwa egzemplarze, które pogłębiają tylko chaos konfiguracyjny zegarków z rodziny Jumbo (zdjęcia 5-10). Na zdjęciu nr 5 jest egzemplarz z czarną tarczą o luminescencyjnych indeksach, z luminescencyjnymi wskazówkami głównymi, w "przedliftowej" kopercie wykończonej szkiełkowaniem, z koronką od mniejszych B-Uhrów Aristo (pewnie 44-47 mm). Na zdjęciach 6-10 pokazano zegarek w kopercie szczotkowanej kopercie "poliftowej", ale za to z koronką "przedliftową" i w dodatku polerowaną! Wskazówki główne są luminescencyjne, jednak na białej tarczy panuje ciemność całkowita. Nie wiem, ile sztuk Bethge Jumbo wyprodukowano.

 

 

 

H2953-L298415177_original.jpg

H2953-L298415171_original.jpg

H2953-L298415172_original.jpg

H2953-L298415168_original.jpg

Flieger Bethge 55 mm mit Unitas 6497.jpg

Bethge_3.jpg

Bethge_7.jpg

Bethge_6.jpg

Bethge_8.jpg

Bethge_5.jpg


Omega Planet Ocean XL Gen1 2500D | Laco Stuttgart Pro 43 mm | Tag Heuer Carrera Drive Timer | Ticino Big Pilot | Tissot Chemin des Tourelles Gen2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kontynuując rozpoczęty wyżej temat 55-milimetrowych Aristo Jumbo - dwa dziwolągi w "przedliftowych" kopertach i z "przedliftowymi" koronkami: Aristo XXL Jumbo Baumuster A i Baumuster B z koronką po lewej stronie koperty. Model z tarczą B ma wczesny pierścień godzinowy, gładki, bez punktów. Nie wiem, czy to tylko prototypy, czy też zegarki te trafiły do produkcji - ale mam taką fotkę w swych zbiorach, więc dzielę się :) 

 

aristo-fliegeruhr-xxl-krone-links.jpg


Omega Planet Ocean XL Gen1 2500D | Laco Stuttgart Pro 43 mm | Tag Heuer Carrera Drive Timer | Ticino Big Pilot | Tissot Chemin des Tourelles Gen2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeszcze jeden dziwoląg Aristo Jumbo 55 mm w "przedliftowej" kopercie: Aristo XXL Navigator ref. 3H148. Podobno była to limitowana seria 100 sztuk, ale numeracja biegła od 1 do 300, bo rzekomo były trzy rodzaje tarczy... Nie rozumiem tego, niemniej w przypadku Aristo nie ma rzeczy niemożliwych, a zegarek pokazany na zdjęciach 1-3 ma numer seryjny 220. W środku cyka automatyczna ETA 2824-2, a najciekawsza jest tarcza, która nawiązuje do przodka lotniczego Beobachtungsuhra Baumuster B, którego wszyscy tu doskonale znamy. Poniżej historia tej tarczy, może kogoś zainteresuje :) 

 

Utworzone w roku 1933 Ministerstwo Lotnictwa Rzeszy (Reichsluftfahrtministerium), we współpracy z Niemieckim Obserwatorium Marynarki Wojennej (Deutsche Seewarte), które - po latach podlegania Ministerstwu Transportu - od 1934 roku ponownie podporządkowano Marynarce Wojennej (Reichsmarine, przeformowanej później w Kriegsmarine), wyraziło zapotrzebowanie na precyzyjne zegarki naręczne jako lotnicze instrumenty nawigacyjne. I tak 5 stycznia 1935 roku Deutsche Seewarte skierowało do producentów zegarków zaproszenie do udziału w Piątym Konkursie Precyzyjnych Zegarków Kieszonkowych, w którym planowano zbadać ich przydatność do cyt. "celów naukowych oraz do użytku w nawigacji i lotnictwie". Zegarki miały być pochodzenia niemieckiego i spełniać szereg specyficznych wymogów. Te podstawowe założenia dziś można uznać za początek zdefiniowania zegarków naręcznych dla Luftwaffe:

 

1. zamiast oznaczeń godzin na tarczy miały być oznaczenia stopni (czyli jednostek miary kątów), niezbędne nawigacji astronomicznej;

 

2. tarcza powinna mieć wyraźne cyfry, jednoznaczne i łatwe do odczytania;

 

3. mechanizm powinien być wyposażony w urządzenie do zatrzymywania wskazówek (czyli stopsekundę), żeby umożliwić regulację z dokładnością do jednej sekundy;

 

4. zegarek powinien być odporny na wstrząsy, zachowywać niezawodność w niskich temperaturach (do -20 stopni C) i mieć cyt. "stabilną charakterystykę pomiaru czasu", czyli dokładność chodu;

 

5. wszystkie zegarki powinny być zaprojektowane jako zegarki naręczne - mimo, że konkurs z nazwy dotyczył zegarków kieszonkowych.

 

Jako dostawców precyzyjnych zegarków początkowo brano pod uwagę tylko producentów z Glashütte, przede wszystkim firmę Lange & Söhne. Ale swoją ofertę przedstawił też Junghans, a nawet były firmy ze Szwajcarii - Zenith i Longines, wbrew pierwotnym warunkom konkursu. Longines pokazał kultowy już wówczas wśród lotników model Lindbergh ref. 22604, z podwójnymi oznaczeniami godzin i stopni oraz możliwością regulacji tarczy (zdjęcie nr 4). Zresztą odpadł on z konkursu bardzo szybko, ze względu na niewystarczająco czytelną tarczę. Żaden z zegarków biorących udział w konkursie nie dał też sobie rady z temperaturą -20 stopni, z powodu zamarzającego w mechanizmach środka smarnego.

 

W oryginalnych Beobachtungsuhrach z tarczą kątową, wyprodukowanych w bardzo niewielkiej liczbie w latach 1936-1939 przez Lange und Söhne (przykłady tych zegarków na zdjęciach 5-6), w środku cykał werk Lange Kaliber 45 B-Uhr (zwykły Kaliber 45, bez dopisku "B-Uhr", miał sekundnik mały zamiast centralnego). Został on "spowolniony", czyli przerobiony w taki sposób, że wskazówka sekundowa obiegała tarczę w cztery minuty (jeden stopień obrotu Ziemi), wskazówka minutowa w cztery godziny (60 stopni), zaś wskazówka godzinowa robiła cały obrót w 24 godziny, co odpowiadało pełnemu obrotowi kuli ziemskiej. Skala na obwodzie tarczy służyła do odczytu minut kątowych, a skala na pierścieniu wewnętrznym - stopniowana co 30, opisana liczbowo co 60 - do odczytu stopni.

 

Początkowo nawigatorzy lotniczy byli zagorzałymi zwolennikami zamiany na zegarkach czasu na stopnie, bo wydawało się to metodą szybkiego i niezawodnego określania pozycji w powietrzu. Już w 1935 roku uzgodniono, że w lotnictwie będzie stosowana 360-stopniowa tarcza zegarkowa, zaś marynarka wolała tarczę 180-stopniową. Szczególnie pożądany przez lotników był mechanizm z podwójnym sekundnikiem stopera (rattrapante - z sekundą doganiającą), który umożliwiał zarejestrowanie dokładnego momentu przejścia obserwowanego ciała niebieskiego podczas określania pozycji astronomicznej przez proste naciśnięcie przycisku na krawędzi koperty. Blokował on górną wskazówkę sekundnika, podczas gdy dolna wskazówka nadal się poruszała. Ponoć w ten sposób likwidowano całkowicie tzw. "błąd pozycji" w nawigacji. W zegarku Longines Lindbergh próbowano już wcześniej wyeliminować ten błąd, stosując obrotową tarczę sekundową. Dwa takie prototypowe zegarki marki Lange & Söhne zostały dostarczone do Reichsluftfahrtministerium w Berlinie w dniu 9 lutego 1938 roku. Nie wiem, czy za chowały się ich zdjęcia - niestety, nie udało mi się ich znaleźć. Koszty rozwoju i trudności produkcyjne były jednak tak znaczne, że ceny 800 Reichsmarek (323 RM bez rattrapante) nie pokrywały wydatków na małe serie produkcyjne zegarków o tarczy kątowej i dostosowanym do niej spowolnionym chodem mechanizmu. Kątowe systemy nawigacyjne nie zostały przyjęte.

 

Tak więc pierwszymi prototypami B-Uhrów były właśnie takie "kątomierze" - także w kopertach zegarków kieszonkowych, z dolutowanymi uchami drucianymi. Oczywiście pokazany na trzech pierwszych zdjęciach współczesny Aristo XXL Navigator, mimo tarczy kątowej, miał normalnie pracujący mechanizm, który pokazywał zwykły czas.

 

Dziękuję bardzo za przeczytanie  :)

 

1_Navigator XXL 1-300_220_1.jpg

2_Navigator XXL 1-300_220_2.jpg

3.jpg

4.jpg

6.jpg

7.jpg


Omega Planet Ocean XL Gen1 2500D | Laco Stuttgart Pro 43 mm | Tag Heuer Carrera Drive Timer | Ticino Big Pilot | Tissot Chemin des Tourelles Gen2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Jeszcze jeden dziwoląg Aristo Jumbo 55 mm w "przedliftowej" kopercie: Aristo XXL Navigator ref. 3H148. Podobno była to limitowana seria 100 sztuk, ale numeracja biegła od 1 do 300, bo rzekomo były trzy rodzaje tarczy... Nie rozumiem tego, niemniej w przypadku Aristo nie ma rzeczy niemożliwych, a zegarek pokazany na zdjęciach 1-3 ma numer seryjny 220. W środku cyka automatyczna ETA 2824-2, a najciekawsza jest tarcza, która nawiązuje do przodka lotniczego Beobachtungsuhra Baumuster B, którego wszyscy tu doskonale znamy. Poniżej historia tej tarczy, może kogoś zainteresuje  
 
Utworzone w roku 1933 Ministerstwo Lotnictwa Rzeszy (Reichsluftfahrtministerium), we współpracy z Niemieckim Obserwatorium Marynarki Wojennej (Deutsche Seewarte), które - po latach podlegania Ministerstwu Transportu - od 1934 roku ponownie podporządkowano Marynarce Wojennej (Reichsmarine, przeformowanej później w Kriegsmarine), wyraziło zapotrzebowanie na precyzyjne zegarki naręczne jako lotnicze instrumenty nawigacyjne. I tak 5 stycznia 1935 roku Deutsche Seewarte skierowało do producentów zegarków zaproszenie do udziału w Piątym Konkursie Precyzyjnych Zegarków Kieszonkowych, w którym planowano zbadać ich przydatność do cyt. "celów naukowych oraz do użytku w nawigacji i lotnictwie". Zegarki miały być pochodzenia niemieckiego i spełniać szereg specyficznych wymogów. Te podstawowe założenia dziś można uznać za początek zdefiniowania zegarków naręcznych dla Luftwaffe:
 
1. zamiast oznaczeń godzin na tarczy miały być oznaczenia stopni (czyli jednostek miary kątów), niezbędne nawigacji astronomicznej;
 
2. tarcza powinna mieć wyraźne cyfry, jednoznaczne i łatwe do odczytania;
 
3. mechanizm powinien być wyposażony w urządzenie do zatrzymywania wskazówek (czyli stopsekundę), żeby umożliwić regulację z dokładnością do jednej sekundy;
 
4. zegarek powinien być odporny na wstrząsy, zachowywać niezawodność w niskich temperaturach (do -20 stopni C) i mieć cyt. "stabilną charakterystykę pomiaru czasu", czyli dokładność chodu;
 
5. wszystkie zegarki powinny być zaprojektowane jako zegarki naręczne - mimo, że konkurs z nazwy dotyczył zegarków kieszonkowych.
 
Jako dostawców precyzyjnych zegarków początkowo brano pod uwagę tylko producentów z Glashütte, przede wszystkim firmę Lange & Söhne. Ale swoją ofertę przedstawił też Junghans, a nawet były firmy ze Szwajcarii - Zenith i Longines, wbrew pierwotnym warunkom konkursu. Longines pokazał kultowy już wówczas wśród lotników model Lindbergh ref. 22604, z podwójnymi oznaczeniami godzin i stopni oraz możliwością regulacji tarczy (zdjęcie nr 4). Zresztą odpadł on z konkursu bardzo szybko, ze względu na niewystarczająco czytelną tarczę. Żaden z zegarków biorących udział w konkursie nie dał też sobie rady z temperaturą -20 stopni, z powodu zamarzającego w mechanizmach środka smarnego.
 
W oryginalnych Beobachtungsuhrach z tarczą kątową, wyprodukowanych w bardzo niewielkiej liczbie w latach 1936-1939 przez Lange und Söhne (przykłady tych zegarków na zdjęciach 5-6), w środku cykał werk Lange Kaliber 45 B-Uhr (zwykły Kaliber 45, bez dopisku "B-Uhr", miał sekundnik mały zamiast centralnego). Został on "spowolniony", czyli przerobiony w taki sposób, że wskazówka sekundowa obiegała tarczę w cztery minuty (jeden stopień obrotu Ziemi), wskazówka minutowa w cztery godziny (60 stopni), zaś wskazówka godzinowa robiła cały obrót w 24 godziny, co odpowiadało pełnemu obrotowi kuli ziemskiej. Skala na obwodzie tarczy służyła do odczytu minut kątowych, a skala na pierścieniu wewnętrznym - stopniowana co 30, opisana liczbowo co 60 - do odczytu stopni.
 
Początkowo nawigatorzy lotniczy byli zagorzałymi zwolennikami zamiany na zegarkach czasu na stopnie, bo wydawało się to metodą szybkiego i niezawodnego określania pozycji w powietrzu. Już w 1935 roku uzgodniono, że w lotnictwie będzie stosowana 360-stopniowa tarcza zegarkowa, zaś marynarka wolała tarczę 180-stopniową. Szczególnie pożądany przez lotników był mechanizm z podwójnym sekundnikiem stopera (rattrapante - z sekundą doganiającą), który umożliwiał zarejestrowanie dokładnego momentu przejścia obserwowanego ciała niebieskiego podczas określania pozycji astronomicznej przez proste naciśnięcie przycisku na krawędzi koperty. Blokował on górną wskazówkę sekundnika, podczas gdy dolna wskazówka nadal się poruszała. Ponoć w ten sposób likwidowano całkowicie tzw. "błąd pozycji" w nawigacji. W zegarku Longines Lindbergh próbowano już wcześniej wyeliminować ten błąd, stosując obrotową tarczę sekundową. Dwa takie prototypowe zegarki marki Lange & Söhne zostały dostarczone do Reichsluftfahrtministerium w Berlinie w dniu 9 lutego 1938 roku. Nie wiem, czy za chowały się ich zdjęcia - niestety, nie udało mi się ich znaleźć. Koszty rozwoju i trudności produkcyjne były jednak tak znaczne, że ceny 800 Reichsmarek (323 RM bez rattrapante) nie pokrywały wydatków na małe serie produkcyjne zegarków o tarczy kątowej i dostosowanym do niej spowolnionym chodem mechanizmu. Kątowe systemy nawigacyjne nie zostały przyjęte.
 
Tak więc pierwszymi prototypami B-Uhrów były właśnie takie "kątomierze" - także w kopertach zegarków kieszonkowych, z dolutowanymi uchami drucianymi. Oczywiście pokazany na trzech pierwszych zdjęciach współczesny Aristo XXL Navigator, mimo tarczy kątowej, miał normalnie pracujący mechanizm, który pokazywał zwykły czas.
 
Dziękuję bardzo za przeczytanie 
 
2009207686_1_NavigatorXXL1-300_220_1.thumb.jpg.8869bffedd974bdd9473f41e75df0ae2.jpg
160229154_2_NavigatorXXL1-300_220_2.thumb.jpg.7aa90fe12653638de68af8c85d6e2bcd.jpg
3.thumb.jpg.9b15dc9981ac0a5c063cc9c833e91d39.jpg
4.thumb.jpg.c1fda86ba859f6518568a73bbb62d5ed.jpg
6.thumb.jpg.14bd670afb1aa8556201e2a06ba777ea.jpg
7.thumb.jpg.750a725134cf3a8b6136de25ec99e075.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na zakończenie tematu Beobachtungsuhrów Aristo Jumbo, dziś dwa słowa o Messerchmittach. Pod marką Messerschmitt firma Aristo produkuje tylko i wyłącznie piloty, z których co najmniej trzy modele były oferowane w rozmiarze 55 mm, w kopertach "przedliftowych". Piszę, że "co najmniej", bo innych nie znam - ale niewykluczone, że coś jeszcze mogło być.

 

Dwa pierwsze modele to B-Uhry typu A: takie same, jak "przedliftowy" Aristo Jumbo XXL, tyle że z nazwą marki Messerschmitt na tarczy. Różniły się między sobą mechanizmem - w środku była albo automatyczna ETA 2824-2, albo kwarcowa Ronda 515. Dostępne były nie tylko w klasycznym wykończeniu, ale także z kopertą "postarzaną" - tę wersję nazwano Gun Metal. Była tu jakaś limitacja, ale nie wiem jak duża. Nie wiem też, czy wszystkie te modele były limitowane, czy tylko Gun Metal, a może tylko z werkiem mechanicznym, zaś standardem były zegarki kwarcowe? Podobno były też zegarki z Sellitą 200, ale nie udało mi się tego potwierdzić, więc traktuję to jako informację prawdopodobną, acz niesprawdzoną.

 

Model trzeci to limitowana seria 50 sztuk zegarków ref. 3H148 z mechanizmem ETA 2824-2 i opisaną wyżej tarczą przeznaczoną do odczytu kątowego, a nie godzinowego. 

 

Na zdjęciach nr 1-4 są B-Uhry Messerchmitt Baumuster A - zdjęcie nr 4 przedstawia dekiel limitowanego zegarka o numerze seryjnym 15, "postarzanego" w kopercie Gun Metal. Na zdjęciach nr 5-7 pokazano limitowany model ref. 3H148, nr seryjny 1/50, z tarczą o skali kątowej.

 

No i to już koniec tej nierównej walki z Aristo Jumbo :P  Więcej o nich nie wiem i już się pewnie nie dowiem.

 

Dziękuję bardzo za cierpliwie przeczytanie wszystkich pięciu odcinków :) 

 

1.jpg

1a.jpg

2.jpg

3(1).jpg

6.jpg

4.jpg

5.jpg


Omega Planet Ocean XL Gen1 2500D | Laco Stuttgart Pro 43 mm | Tag Heuer Carrera Drive Timer | Ticino Big Pilot | Tissot Chemin des Tourelles Gen2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
12 godzin temu, alpaczino napisał(-a):

20260212_080236.jpg

I tak samo ładny kolega 😆

 

WOsxTaI.jpeg


Pozdrawiam 
Marcin/kornel91 
 

Adriatica, Ball, Casio, Certina, Christopher Ward, Citizen, Crafter Blue, Deep Blue, Glycine, Hamilton, Longines, Oris, Sinn, Zelos

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.