Jak się samemu zrobi wódkę to zawsze wiadomo ile jest procent. Nigdy nie jest za słodka. Nigdy nie ma posmaku perfum czy nafty.
Dla mnie liczył się smak. Ja nie robiłem bimbru ale w czasach gdy wódka czysta mogła być, aż taka niedobra, że nie dało się jej pić
kupowałem spirytus i robiłem wytrawne wódki smakowe np. na miodzie lub z sokiem jabłkowym od 40%. Wszystko według zasad. I wszystko zależy od dobrego spirytusu i od proporcji. Mogłem zrobić 45 lub 50%, Zaletą tej wódki było to, że wódka była bardzo dobra i smaczna (jeśli można tak powiedzieć) i nie czuć było w smaku mocy tej wódki. Kumple nie nie wierzyli, że obaliliśmy przed chwilą dwie półlitrówki. Wadą było to, że nie można było podczas wielogodzinnych rozmów zakąsić po tej wódce np. ogórkiem, jajkiem czy dobrym śledziem, jak to się kiedyś piło.
Teraz nawet nie orientuję się czy dobre wódki produkują... Najbardziej żałuję, że nie kupiłem i nie zostawiłem dla potomności Starki Krakowskiej. Wódka koloru herbaty od 38% do chyba 70 czy 80% i mogła stać wiele lat.
Pamiętam sytuację, że kiedyś w ramach wdzięczności poczęstowałem fachowców z administracji, po dobrze wykonanej robocie taką Starką, która miała z 70% i mimo, że widać było, że czasami tankowali, to z trudem obalili po kieliszku alkohol o tym procencie.