A niech to!! Do stu tysięcy beczek czarnego prochu! Mój kochany, papierowo-tarczowy onegdaj Müller Schlenker został zabity! Ten osobnik co go nabywszy przed Wielkanocą sprzedaje go jako niesprawny, uszkodzony. Że "nie tyka"....brrr I trochę naciąga, bo z gadki nie wyglądał na mało obytego w zegarach, mówił, że sam też robi. Tyle godzin pracy, rozbieranie, mycie, składanie (to był drugi mój składany więc po paluchu), skrzynia rozkładana, usuwana stara powłoka i na nowo politurowanie... Mój kochany zegarze - wybacz, że Cię sprzedałam na zatracenie. Jak ktoś kupi, to rozdziamdzia na części i rozprzeda. Jeszcze napisał, że PRZYWIEZIONY Z NIEMIEC Żebym była przy forsie to bym odkupiła, gołodupiec