Cienkie zegarki (początkowo z myślą o koszulach / garniturach i tym podobnych stylizacjach) to coś czym byłem zajarany przez ostatnie lata. Pierwszym powodem był bardziej formalny strój (głównie z myślą o pracy), z drugiej strony - Kolega zaszczepił we mnie takie podejście (akceptowalny rozmiar tarczy wynosił wówczas 40-41mm, głównie w okrągłym wydaniu). Seiko premier (które wysprzedałem), Citizen Stilleto (które sobie zachowałem) porównywałem ostatnio do automatów (którymi Wy moi drodzy mnie 'zaraziliscie' heh ale dzięki! Dobrze, że czasem tu zajrzałem bo ominęły mnie DW&MD i inne odzieżowe marki). Mierzyłem je pod mankietami koszul (wraz z marynarkami) i wydaje mi się, że pewna grubość jest akceptowalna (choć cienka wełna może je trochę uwydatatniać, ale to może być już skrajny detalizm / co nie zmienia faktu - że to bardzo fajne / gustownie wyglądające zegarki, jednak gdy się trochę pochodzi w masywniejszych sprzętach - wydają się nieco 'skąpe' w użytkowaniu, gdy przełoży się coś takiego na ręce i w drugą stronę - cienki kwarc na średni automat sprawia wrażenie grubaska / ale idzie się przyzwyczaić do jednego i drugiego). Ogólnie ostatnio mam 'zboczenie' w innym kierunku, a mianowicie - optymalnego (może to pojęcie względne i rzecz gustu, ba! na pewno) rozmiaru tarczy (szerokości) do nadgarstka (nie za małe i oby nie za duże). Z tego powodu uznałem Seiko Premier (ok 40,7 / praktycznie bez bezela vs nadgarstek ok 17 cm z groszami) za za duży / a Citizen Stilleto (39 ok - akceptowalny).
*Ps jestem blondynem (bez większej wiedzy na temat zegarków i ogólnych definicji / nazewnictwa z tym związanych, dlatego za pewne rzeczy - o których tu pisze, niejasno lub z błędami - z góry przepraszam / poza tym zaznaczam, że wyrażam tylko własną opinię ntt ; ).