Passat od Niemca i bezawaryjność to jakiś oksymoron. VW od 2000r to bardzo awaryjne auta. Mam 3 bliskich znajomych z passatami z roczników ok 2003r i nie ma tygodnia aby coś nowego nie padło i nie słuchał różnych opowieści. A kupione jako niebitki i w teoretycznie dobrym stanie, ale jak już przebieg jest pod 200tys to co chwila coś pada, a to podnośnik szyb, a to czuć benzynę w środku, a to skrzynia ( automatyczna ) szwankuje, a to odma, a to półosie napędowe, a to woda na tylnich dywanikach ( wycieki z klimy ), a to dźwignia kierunkowskazu ( nie odbija ). Co chwila, 300-500zl na jakieś pierdoły i diagnozy trzeba wydawać. Wbrew pozorom silniki to jeszcze najmniejszy problem w autach, psuje się reszta i osprzęt. Wszystko jest zaprogramowane tak aby Niemcowi się nie popsuło bo Niemiec auta się pozbywa jeszcze zanim termin przydatności do spożycia takiego auta minie. Tutaj wychodzi cała Niemiecka przebiegłość, oni nie dość,że za jeszcze godziwą kasę pozbywają się kłopotu to jeszcze zarabiają na nas sprzedając części zamienne do tych swoich " bezawaryjnych" pojazdów. Pamiętajcie, co by się w Europie działo to pieniądz zawsze idzie do Niemiec, nawet jak coś spieprzą to i tak na tym zarobią.