O polakach w GB to można już książki pisać..... Kumpel pracował w szpitalu. I z nim koleś nazwijmy go Grzesiek. Grzesiek nie kumał słowa po angielsku, ale sam mówił za***iście: Jeah, Ok. super itp. dyrdymały. Jak go przyjęli pozostaję tajemnicą, prawdopodobnie trafiał idealnie ze swoim "jeah" w pytania. Koleś, żeby się tam utrzymać nauczył się fonetycznie na pamięć nazw wszystkich oddziałów i innych miejsc gdzie go mogli wysłać ze szmatą... I jak ktoś z personelu mu kazał, to ten zapie...lał na odział XXX i mył wszystko jak leci, bo nie wiedział co.... Okna, podłogi, kible.... Angole byli w szkou !!! Jaki za***isty pracownik !!! Z inwencją, dokładny !!! Super. Koleś tak walił ściemę 8 miesięcy !!!!!! Sprawa się wydała przypadkiem jak jechał windą z jakąś laską z biura i ta się pyta co u niego.. Ten , że Jeah !!!, on ale co u niego, on Jeah, no to ona skumała, że chyba on "no abla ingles" i pyta która godzina. On, że Jeah...... Ale była afera.... Przydzielili go w końcu do mojego kumpla, który mu tłumaczył co ma myć....