Myslę, że bez sperpentyn mało kto wytrzymał by psychicznie. Ja jechałem tylko do następnego zakrętu Wmawiałem sobie, że tam już musi być bardziej płasko... było na odwrót. Mieszkając w Warszawie trochę ciężko się przygotować na jakiekolwiek górki. Pomijając już taką ścianę. Jedyny trening to lekkie pofałdowanie na GFNY w Gdyni (świetna trasa i organizacja, tak przy okazji).
"Udało się" w sensie, że nie zawróciłem po pierwszym kilometrze, chociaż miałem wielką ochotę to zrobić. Sam dojazd do właściwego podjazdu może zniechęcić. Ale trochę przypadku w tym też jest. Mieliśmy wjeżdżać na Grossglockner ale śnieg i deszcz trochę nam zapał ostudził.
Stravę mam, tam wszystko jest. Chodziło mi o to, że dosyć stromo było Ludziom Wahoo przełącza się automatycznie na pauzę na tym podjeździe. U mnie się nie wyłączył ale z nachyleniem miał problem. Pewnie trochę za wolno jechałem. E tam, po czymś takim inne podjazdy są już niestraszne
Udało mi się podjechać na Monte Zoncolan podjazdem z Ovaro. Dosyć wymagająca trasa. Zmieniłem tylną przerzutkę na 11-32 (przód 52-36) a i tak było koszmarnie. Na 36-28 bym nie wjechał. Wahoo przez większość podjazdu nie pokazywał nachylenia.
http://watchesbysjx.com/2018/07/panerai-introduces-entry-level-radiomir-logo-with-in-house-movements.html PAM753 ma mieć jednak zakręcany dekiel. Miejmy nadzieję, że to prawda.
Jak lubisz Kraftwerk to polecam autobiografię Karla Bartosa "Der Klang der Maschine". Świetnie się czyta i jest dużo ciekawych informacji o tamtych czasach. Nie wiem tylko czy jest już po polsku lub angielsku.
Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.