Przy dzisiejszym sniadaniu naszla mnie pewna mysl. Otoz spora czesc z nas ciagle zongluje zegarkami, sprzedaje te, ktory sie opatrzyly, doklada pare groszy, kupuje cos nowego i tak w kolko goniac tego mitycznego "kroliczka". Wszystko pieknie wyglada w teorii, ale w praktyce sprzedajac uzywany zegarek powinnismy taki przychod zglosic do US i opodatkowac. Co prawda watpie zeby wiekszosc (moze nawet ktokolwiek?) tak robila, przy tanszych zegarkach to pewnie bez znaczenia. Ale co w przypadku tych, ktorzy wymieniaja duzo drozsze zegarki warte kilkanascie czy kilkadziesiat tys zlotych? Czy fiskus nie zaczyna interesowac sie osobami, ktore robie duza obroty na prywatnych kontach nawet kilka razy w miesiacu? Z gory przepraszam jesli ktos czuje sie urazony tym tematem, nie chce nikomu zagladac do portfela. Po prostu interesuje mnie czy takie zonglowanie jest "bezpieczne" czy moze jednak powinnismy sie obawiac kontroli w kazdej chwili