Tak jest Panowie jest jakaś magia płynąca z tego przedmiotu. Żelazo z meteorytów było bardzo cennym surowcem do wyrobu ozdób i luksusowych przedmiotów od bardzo dawna. Przykładem niech będzie 35 cm sztylet, który znajdował się w sarkofagu faraona Tutanchamona (1550-1292 p.n.e.) w jego grobowcu w Dolinie Królów, obok prawego uda mumii władcy. Głownię sztyletu wykonano po mistrzowsku z jednorodnego, nierdzewiejącego metalu, zaś rękojeść ze złota. Sztylet posiada wykonaną ze złota pochwę, zdobioną motywami kwiatu lilii z jednej strony i kształtem promieni pióra oraz głową szakala z drugiej strony. Ostrze sztyletu Tutanchamona okazało się zawierać 88 proc. żelaza, 10,8 proc. niklu i 0,6 proc. kobaltu. Tak wysoka zawartość niklu jest bardzo typowa dla żelaza z meteorytów i odmienny od tego, które pochodzi z Ziemi. Meteoryty różnią się również między sobą składem, więc zespół naukowców postanowił pójść dalej i zidentyfikować z którego wykuto sztylet. Założono, że Egipcjanie sami znaleźli meteoryt i zaczęto badać obiekty, które upadły w promieniu 2000 km. Okazało się, że do pierwiastkowego wzorca nieźle pasuje meteoryt Kharga, który znaleziono w pobliżu Aleksandrii w 2000 roku. Ta kilogramowa żelazna bryła była częścią większego obiektu, który spadł na Ziemię w okresie zbliżonym do panowania Tutanchamona. Można więc sądzić, że Egipcjanie dostrzegli upadek dużego żelaznego meteorytu, który rozpadł się na kawałki i odnaleźli jeden z nich. „Żelazo z gwiazd” było godnym króla materiałem, wykuto więc sztylet dla faraona, a po śmierci włożono broń do jego grobu. Starożytni Egipcjanie przywiązywali ogromną wagę do żelaza pochodzenia pozaziemskiego, uznawali je za dar i wiadomość od bogów. Nie będzie to tak spektakularny i mistrzowski wyrób jak sztylet faraona i w wypadku klamry jest to historia najnowsza, która wydarzyła się dosłownie na naszych oczach. Masz rację Pawle zegarków kultowych jest wiele, ale status kultowości jednego z nich ma własną nieosiągalną dla innych pozycję. Wielokrotnie przebywający w przestrzeni kosmicznej jako oficjalny zegarek NASA, na ręce „Buzza” Aldrina znalazł się jako pierwszy zegarek na Księżycu. Dzięki temu wydarzeniu zegarek zyskał swój słynny przydomek - Omega Speedmaster „Moonwatch”. Legenda głosi, że Neil Armstrong swojego Speedmastera zostawił na pokładzie księżycowego łazika (z powodu awarii pokładowego zegara Bulovy). Michael Collins, jedyny z trzech astronautów misji Apollo 11 (ten, który został na pokładzie łazika) na nadgarstku miał referencję 145.012. Model ten nie stanął więc (wtedy) na powierzchni naszego satelity. Podczas trzeciej misji księżycowej – Apollo 14 – dokonało się to za sprawą Alana Sheparda i jego czasomierza. Ref. 145.012. W tym roku Omega świętuje 60-te urodziny kolekcji, produkowanej nieprzerwanie od roku 1957. To właśnie z inicjatywy właścicieli takiego modelu zegarka pilniki, świdry i laubzegi poszły w ruch.