Czarnuch (czyli GW-M5610BC) przyjechał. W sumie to już wczoraj, ale nie miałem czasu porobić mu zdjęć. Tak więc "relacja" dopiero teraz. Dzięki bransolecie już przy pierwszym kontakcie zegarek nie sprawia tak "plastikowego" wrażenia jak jego bardziej pospolity kuzyn, czyli GW-M5610. Sama bransoleta mimo plastikowych ogniw wygląda całkiem porządnie, no i na moim kościstym nadgarstku jest wygodniejsza niż dość sztywny pasek w M5610. Skracanie bransolety jest banalne dzięki zastosowaniu teleskopów i otworków, przez które można je ścisnąć - wystarczy do tego kawałek drucika, np. spinacz do papieru. Z drugiej jednak strony zwykłe, wbijane "bolce" byłyby pewniejszym rozwiązaniem, a otworki na brzegach ogniw pozytywnym dodatkiem estetycznym na pewno nie są. Co do wyświetlacza to nie ma co się oszukiwać - dzięki negatywowi zegarek zyskuje bardzo ciekawy wygląd, ale jego czytelność nie będzie taka sama jak zwykłego pozytywa. Negatyw pod tym względem traci w prawie wszystkich warunkach oświetleniowych, nawet w słońcu prezentuje się gorzej niż pozytyw - pojawiają się cienie, refleksy, przebarwienia na cyfrach, podczas gdy pozytyw w każdych warunkach wygląda równie ładnie, wyraźnie i kontrastowo. W cieniu z kolei trzeba uważać na refleksy na szkle, które trochę zmniejszają czytelność. Gorsza czytelność nie powoduje jednak, że godziny nie da się odczytać i w sumie po kilku godzinach z tym zegarkiem przyzwyczaiłem się do takiego wyświetlacza i teraz mógłbym nawet z nim żyć jako moim jedynym czasowskazywaczem. Nie zmienia to jednak faktu, że bez wątpienia nie jest to zegarek dla każdego. Zegarek wyprodukowany 4 lipca, ostatnia synchronizacja miała miejsce 6 lipca i od tego czasu przyśpieszył niecałe 10 sekund. Gdybym miał wybierać pomiędzy niebanalnym wyglądem i wygodą bransolety GW-M5610BC, a czytelnością GW-M5610, byłby to bardzo ciężki wybór. Na razie każdy z nich cieszy mnie na swój sposób, choć muszę przyznać, że jednak waham się nad sprzedażą "zwykłej" wersji (potrzebne finanse na inny zakup - wiecie jak to jest ), ale to tylko dlatego, że dzięki jego dostępności i popularności będę mógł go bez problemu odkupić w przyszłości, co na pewno uczynię w przypadku ewentualnej sprzedaży. No i obowiązkowe fotki.