Materiałem wyjściowym był mocno styrany życiem komandir. Chwilę szukałem takiego, bo jednak nie chciałem niszczyć nowego dobrego zegarka (na wypadek gdyby mi się ręka omskła).
W związku z chorymi cenami na allegro, trafiłem taki na eBayu.
Uwaga na boku - nie nadają się "złote" komandiry. To "złoto" to azotek tytanu. Wysoka odporność antykorozyjna i ścierna. Tak, że nie za bardzo go kwas ruszy.
Przygotowanie:
- wyjęcie mechanizmu,
- profilaktyczne przesmarowanie uszczelek smarem silikonowym,
- skręcenie dekla i koronki aby był w miarę wodoszczelny {teoria mówi, że kwas nie powinien ruszyć uszczelek ani szkiełka},
- demontaż bezela i wyjęcie sprężynki mocującej,
- z myciem i odtłuszczeniem dałem sobie spokój bo i tak idzie do kwasu,
- pomalowanie spodu zegarka lakierem o paznokci w celu zabezpieczenia chromu prze trawieniem (nie jestem fanem zielonej ręki).
Likwidacja powłoki:
- kwas solny 30% cz.d.a. (19 zł/l),
- dwa pojemniki szklane (jeden na kwas, drugi, większy na wodę),
- pałeczki do sushi,
- rękawiczki!
- wentylacja!
- maseczka też się przyda
- bezel + koperta trafiły do kwasu i zaczęło się czekanie
- po 90 minutach pozostał już tylko mosiądz (i farba na bezelu) {najpierw bąbelkowało, a potem roztwór robił się coraz bardziej zielony}
- płukanie w wodzie,
- rozbiórka koperty, wytarcie wszystkich miejsc gdzie mógł trafić kwas,
- montaż werku.
Zegarek zrobił się złoty, błyszczący i każdą ryskę było widać jak na dłoni.
Patynowanie:
- ugotować jajko na twardo (ale tak mocno przeciągnąć, jak na stołówce w postawówce było - aż żółtko zielonkawe)
- pociąć i jeszcze ciepłe do torebki foliowej razem z zegarkiem,
- czekać (bo mosiądz nie brąz i tak łatwo nie łapie). U mnie leżało całą noc.
Błędy jakie zrobiłem:
- pomalowanie spodu zegarka lakierem do paznokci nic nie dało, bo lakier w większości odpadł w czasie trawienia. Możliwe, że wcześniejsze umycie i odtłuszczenie by coś zmieniło
- nie usunąłem farby w znacznikach bezela, bo myślałem, że tą farbę szlag trafi, a nie trafił i nie wytrawiło
Inne:
- jak jajko przestygło a zmian nie było widać, to (cały czas w torebce strunowej) całość wymieszałem ze sobą, tak, że zegarek był cały oblepiony żółtkiem. Stąd nierównomierna patyna.
- w czasie kąpieli, raz na jakiś czas wyciągałem elementy z kwasu (pałeczki do sushi!), płukałem w wodzie i patrzyłem jak idzie - okazało się że w ryflowaniu bezela był brud, którego kwas nie ruszył i trzeba było usunąć.
Ważne - pracujemy ze żrącym odczynnikiem chemicznym. Należy zachować ostrożność - ochrona rąk i dróg oddechowych to postawa.
Nie wąchamy jak pachnie kwas solny (brzydko).
Nie wdychamy oparów z nad pojemniczka.
Nie testujemy czy da się włożyć palec i szybko wyjąć.
Nie sprawdzamy czy kwas jest kwaśny.
Radzę też nie wylać kwasu na podłogę bo indukuje to Beast Mode u partnera/ki.
Plany na przyszłość: drugi komandir do kwasu i wymuszone patynowanie zestawem woda z solą + amoniak.
PS.
Przepraszam za użycie koloru czerwonego (zazwyczaj modzi używają), ale bezpieczeństwo to rzecz najważniejsza, a tu można sobie zrobić krzywę jak się nie uważa.