Nikt nie gloryfikuje Delban, czy Atlantików z tarczami typu warszawskiego przywróconych do "życia", ale z drugiej strony musimy pamiętać, iż są one częścią polskiej historii zegarmistrzostwa lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Nie nazywałbym tych zegarków również podróbkami ( choć, być może dla niektórych mieszczą się one w definicji podróbek) gdyż, choć naśladują oryginalny produkt, to dla średnio zorientowanego kolekcjonera łatwy do rozpoznania. Ponadto odmienność dotyczy tylko i wyłącznie tarczy, a jej zamiana nie miała na celu oszukanie posiadacza, czy nabywcy, lecz najczęściej uratowanie uszkodzonego zegarka, który w tamtych czasach było bardzo rzadkim "przedstawicielem" szwajcarskich zegarków, na zakup którego bardzo często trzeba było przeznaczyć nawet całą pensję. Tak więc nie traktujmy tych zegarków i nie porównujmy ich do Rolniksów składanych przez małe chińskie rączki, lecz jako rzemieślniczą próbę naprawy zegarków. Przecież obecnie, poddajemy również renowacji tarcze (zdejmujemy starą farbę, nanosimy całkowicie nową z napisami i logo) i nikt nie traktuje tych zegarków jako podróbek, raczej jako mniej lub bardziej wartościowe zegarki po renowacji. Tak więc zegarek z mechanizmem, wskazówkami, kopertą Delbany i tarczą być może również od Delbany lecz po "warszawskiej" renowacji z pewnością w moim odczuciu nie jest podróbą. Można go nazwać składakiem, warszawianką lub jeszcze inaczej, jak kto woli, ale nie podróbą. Bez złośliwości, bez ochów i achów, bez gloryfikacji, po prostu Delbana z tarczą typu warszawskiego. Też mam jedną z kiepską tarczą warszawską, nie po to by się nią chwalić i nie po to również, by się jej wstydzić, po prostu mam w swojej bardzo skromnej kolekcji również i taki model, który w tamtych czasach w naszej polskiej siermiężnej rzeczywistości był bardzo częsty przypadkiem. Powiem więcej, ma on dla mnie również wartość sentymentalną, gdyż kojarzy mi się z czasami jakże odległymi i oderwanymi od dzisiejszej rzeczywistości o których opowiadał mi mój ojciec, wspominając o trudnościach z naprawami zegarków, szukaniem zamienników, lub po prostu kanibalizmem zegarkowym dla ratowania co cenniejszych egzemplarzy. Dlatego też wolałbym by nie pisać o tych zegarkach "badziew", "trup" nawet jeśli, ktoś ich aż tak bardzo nie lubi i nie ceni.