21. edycja Festiwalu Filmowego "Wiosna Filmów" dobiegła końca a ja pożegnałem się z nią zaskakującym przedstawicielem kinematografii izraelskiej - "Yona" (Izrael, 2014) Niezwykły film i kino wysokiego artyzmu. Poetycka a jednocześnie fabularna opowieść o poetce i poezji. O młodym, buntowniczym etapie życia legendarnej poetki izraelskiej Yony Wallach. O jej narodzinach jako twórcy, buncie, eksperymentach, miłości, poszukiwaniu siebie jako artysty.. Film przepełniony fenomenalnym światłem i obrazem. Pokazany w nim Izrael i Tel Aviv lat '60 jawi się jako odległe miejsce magiczne.. A w tle bohema, życie, poezja hebrajska.. Szczególnie ciekawie i poruszająco pokazany jest proces twórczy Yony. Poszukiwanie słów, rozterki, dobre i złe emocje targające bohaterką. Płynie z nich trochę gorzki a przecież naturalny wniosek - artysta zawsze będzie więźniem swojej wrażliwości, namiętności, lęków a nawet obsesji. Prozaicznie i zarazem realistycznie ukazana jest także pozycja i konfiguracja artysty w codziennej rzeczywistości. W relacjach z matką, w poszukiwaniach miłości i dramatycznej egocentrycznej niemożności tworzenia rodziny. Nawet sceny oparte na erotyce są zaskakujące - krążą wokół granicy dobrego smaku ale jej nie przekraczają pozwalając jednak poczuć konwencję eksperymentalizmu.. Rzadko się zdarza aby ktoś tak umiejętnie stworzył film w całości opowiadający o poezji i życiu twórcy nie zatracając jednocześnie elementu sztuki i poetyki. Nie dokonując pewnego rodzaju "desakralizacji" tematu. Pomimo wydawałoby się, hermetycznej tematyki, film w rzeczywistości ogląda się bardzo dobrze co wystawia doskonałą ocenę reżyserowi. Cytowanych w nim wierszy słucha się z prawdziwą przyjemnością. Zdecydowanie wart polecenia - szczególnie jako przygoda z filmem i poezją jednocześnie.