Więc trafia do "profesjonalisty" na wschód od Odry, który naprawi coś co nigdy nie powinno być naprawione, co najwyżej wymienione. Czy taki "profesjonalista, czytaj partacz da gwarancję, że auto w razie wypadku zachowa się jak nowe, że poziom bezpieczeństwa będzie jak w nieuszkodzonym? Wiadomo, że nie gdyż to ze względów technicznych i najzwyczajniej fizycznych jest niemożliwe. Niestety to my chcemy wierzyć, że auto "nówka nieśmigana" stan "igła" sprowadzone, odpicowane, opłacone i z zyskiem handlarza jest tańsze i to istotnie niż takie auto w swoim kraju pochodzenia. Chcemy być oszukiwani, to znajdą się pseudoblacharze i pseudohandlarze, którzy naprawią elementy nienaprawialne i się jeszcze tym pochwalą, nie rozumiejąc, albo kłamiąc, że Niemiec czy inny Holender nie naprawia tego bo nie umie, czy jak to często w mitach się powtarza "nie opłaca się". A prawda jest taka, że nie naprawia tylko dlatego, że tego naprawiać nie należy. A wymiana uszkodzonych elementów rzeczywiście może się nie opłacać. Liczę na surowe kary dla kręcących liczniki - takie, że po przyłapaniu handlarz stanie się definitywnym bankrutem. Obyśmy doczekali się także przepisów nie pozwalających nprawiać takiego złomu jak na dyskutowanym: filmiku, bez udowodnienia, że odpowiednie elementy są nieuszkodzone bądź wymienione na fabrycznie nowe.