Jump to content
Search In
  • More options...
Find results that contain...
Find results in...

Edmund Exley

Użytkownik
  • Content Count

    1,980
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

Edmund Exley last won the day on April 29 2015

Edmund Exley had the most liked content!

Community Reputation

1,561 Guru zegarmistrzostwa

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

2,067 profile views
  1. Patrick Moraz! Mam też płytę Mainhorse. U mnie dziś natomiast:
  2. Dziękuję! A film polecam - to najbardziej twórczy okres w karierze Hitchcocka. Przy okazji - obejrzałem wreszcie "Hudsucker Proxy". Grany przez Charlesa Durninga prezes Waring Hudsucker nosi kieszonkowego Elgina, którego z namaszczeniem odkłada na piękny i długi stół w sali konferencynej swej korporacji: Zegary i czas odgrywają zresztą w tym filmie bardzo istotną rolę.
  3. Kilka razy wspominaliśmy tu zegarki z filmów Hitchocka, np. Rego Sport (prawdopodobnie) z zamalowanym logo w "Nieznajomych z pociągu". Mówiliśmy też o "M jak morderstwo" - i temu przypadkowi poświęciłem kilka miesięcy temu parę chwil, ale tu o tym jeszcze nie pisałem. W filmie tym pojawiają się cztery zbliżenia tarcz zegarków – wszystkie w odstępie niespełna 130 sekund w kluczowej dla całości sekwencji. Są niezwykle istotne dla oddania przebiegu akcji i podkreślenia towarzyszącego jej napięcia. Na nadgarstku wynajętego mordercy (1) widzimy zegarek, który na pierwszy rzut oka wydaje się być jednym z modeli z serii Army Trade Pattern (ATP), produkowanych przed wybuchem drugiej wojny światowej przez 17 szwajcarskich dostawców dla brytyjskiego Ministerstwa Obrony. Nie ma jednak żadnego napisu. Bohater grany przez Millanda (2) nosi natomiast zegarek, w którym rzuca się w oczy wskazówka godzinowa z dużym okręgiem, kojarzący się ze stylistyką art déco. Tak naprawdę w "M jak morderstwo" w czterech wristshotach widzimy dwa zegarki, ale trzy rekwizyty, a przy tym tylko w jednym ujęciu jest to prawdziwy zegarek naręczny, aczkolwiek wizualnie zmodyfikowany. Zegarek mordercy to bowiem w istocie dwa rekwizyty: Dopiero na stopklatce widać różnice na tarczy, m.in. inny krój czcionki "3", oraz zamalowane logo. Widz w kinie w 1954 raczej nie miał szans tego dostrzec. Zegarek Millanda wygląda natomiast tak: Ma namalowane nie tylko indeksy, ale też… wskazówki – nie ma nawet odrobiny cienia na tarczy. Ta skóra właściciela też trochę dziwna, prawda? Wyjaśnieniem tej zadziwiającej sytuacji jest technika realizacji zdjęć do "M jak morderstwo" – Hitchcock po raz pierwszy kręcił bowiem film w 3D. Krótka moda była odpowiedzią kina na TV. Technika nastręczała jednak trudności w realizacji niektórych dużych zbliżeń i detali – ustawienie sporych rozmiarów kamer okazywało się w takich przypadkach niemożliwe. Stąd też skorzystano z powiększonych rekwizytów i… sztucznych palców: najsłynniejsze tak zrealizowane ujęcie to bez wątpienia wybieranie numeru telefonu przez Millanda w sekwencji otwierającej oraz w scenie morderstwa. W przypadku zegarków mamy zaś do czynienia najprawdopodobniej ze zmodyfikowanym zegarkiem typu ATP (być może Lemanią) i jego prawie dokładną kopią w powiększonej skali oraz z modelem zegarka wykonanym wyłącznie w powiększeniu. W obu usunięto bądź pominięto sekundnik, co ma uzasadnienie zarówno techniczne, jak i dramaturgiczne: w modelach w dużej skali nie mógłby się poruszać bez mechanizmu (a tego oczywiście musiało w nich nie być), a poza tym – gdyby egzemplarz Millanda był wyposażony we wskazania sekund, to od razu zauważyłby, iż jego zegarek się zatrzymał, a to akurat ważne dla budowania suspense'u w omawianej scenie.
  4. Dopiero teraz przeczytałem relację, ale na pewno jeszcze do niej wrócę. Pokażę ją też moim synom, którzy są miłośnikami kolei. Naprawdę, fenomenalnie opisana i sfotografowana podróż! Słowa uznania i podziękowania za tak cenne wzbogacenie naszego forum.
  5. Bardzo ciekawe zegarki i znakomite zdjęcia.
  6. "Spacer po linie" - po "Elvisie" przypomniał mi się ten film. Nigdy go nie widziałem, więc przyszedł czas, by to nadrobić dziś na Ale Kino+. Trochę obawiałem się hollywoodzkiej biograficznej rutyny ślizgającej się po sławie bohatera, ale jednak jest tu coś znacznie więcej. Phoenix znakomity jak zawsze, a zaskoczeniem dla mnie było to, że Reese W. też jest naprawdę świetna! "Droga do zatracenia" - po raz drugi, po 18 latach. I teraz wrażenia dużo lepsze. Wtedy niby mi się podobało, ale jednak... zostawił mnie bez większych emocji. Może dlatego, że oglądałem wówczas na małym ekranie komputera, a może dlatego, że wraz z kulturowym i życiowym doświadczeniem ten film zyskuje. Bo w istocie to piękne kino familijne w gangsterskim kostiumie, które chyba bardziej docenia się, gdy jest się już ojcem. Poza tym - nawet duży telewizor chyba nie odda tego, co ten film oferował w kinie. Conrad Hall, jeden z wielkich mistrzów kamery, tworzy tu niesamowity świat mitycznych lat 30., oczywiście - także dzięki wybornej pracy scenografów i całej ekipy. To zresztą jego ostatni film. Tu i ówdzie miałem wrażenie, że wyczuwalny jest komiksowy rodowód opowieści, ale z zaskoczeniem doczytałem, że postać grana przez Jude'a Lawa - którą odebrałem jako najbardziej komiksową - została dopisana już później. No i trzeba wspomnieć o Newmanie, również w ostatniej ważnej roli. Tu jest jak stary król z antycznej tragedii, który musi wybrać między synami - prawdziwym i przybranym. Ktoś kiedyś określił go na naszym forum mianem "drugorzędnego aktora", z czym się oczywiście absolutnie nie zgadzam, ale powtórzę moją opinię, że wielkim aktorem stał się dopiero w dalszym okresie swej kariery. Byłem jego fanem zwłaszcza jako dziecko, gdy TVP emitowała jego filmy w piątkowe wieczory. Później, gdy do nich wracałem (lepiej je jednocześnie rozumiejąc ) lub oglądałem wcześniej niewidziane z lat 60., czasem wydawał mi się nieprzekonujący, jak w "Kotce na gorącym blaszanym dachu" czy "Bilardziście", gdzie Scott i Gleason kradną mu film. Najlepsze role były wówczas jednak dopiero przed nim. Ja najwyżej cenię go za "Werdykt" Lumeta, a na drugim miejscu oczywiście za powrót do postaci z "Bilardzisty", czyli "Kolor pieniędzy". W "Drodze do zatracenia" też jest na tym poziomie.
  7. Po obejrzeniu "Cisco Pike" (refleksje z lektury w odpowiednim temacie) sięgnąłem do muzyki Krisa Kristoffersona, który dla mnie od zawsze był przede wszystkim aktorem z jednego z moich ukochanych filmów wszech czasów. A płyta super, nawet jeśli nie jest się fanem country:
  8. Zaliczyłem kolejną rzecz z listy "1970s do obejrzenia". Tym razem to kultowy w pewnych kręgach "Cisco Pike", z jedną z pierwszych ról Krisa Kristoffersona. Klimat początku lat 70. aż wylewa tu się z ekranu Film oparty jest o dość zwartą intrygę - sprzedaż dużej partii narkotyków w kilkadziesiąt godzin, ale ma nowofalowy, melancholijny rytm. Cisco włóczy się z towarem po L.A. spotykając kolejne indywidua - niektórych po latach, innych po raz pierwszy. Krisowi partnerują Karen Black, ważna aktorka kina kontestacji, Harry Dean Stanton oraz Gene Hackman, który jest na ekranie stosunkowo krótko, ale wyraziście. Kristofferson gra podobnie jak później u Peckinpaha. Nawet identycznie mówi "Jesus..." Ale ma niepowtarzalną charyzmę i w dużej mierze dzięki niemu film bardzo dobrze się ogląda. Prócz tego jest dużo dobrej muzyki - sięgnąłem dzięki temu do płyty Krisa z tego okresu i jest naprawdę piękna. "Cisco Pike" wyreżyserował słabo znany Bill Norton, który później pracował właściwie tylko w TV. W dwóch scenach montaż gubi trochę ciągłość wizualną spojrzeń, a raz mocno odbijają się członkowie ekipy filmowej Ale film to fajny - nomen omen - "trip" do Kalifornii wczesnych lat 70.
  9. Głosowałem tym razem na dwie prace - ich autorami byli @Christo i @sanik. Obaj znakomicie ukazali piękne tarcze nietuzinkowych zegarków, klasycznie - co było moim zdaniem najlepszym rozwiązaniem - je kadrując. Zresztą - Breguet akurat jest tu marką szczególnie zasłużoną w dziedzinie, do której odsyłał temat konkursu. Gratuluję moim faworytom, ale też oczywiście laureatom. Dziękuję Organizatorom i wszystkim uczestnikom oraz głosującym za współtworzenie tej bardzo wartościowej dla Forum inicjatywy. To była świetna i rozwijająca zabawa! Dla mnie ten sezon był wyjątkowy - po raz pierwszy nałapałem aż tyle punktów do klasyfikacji generalnej, no i po raz pierwszy wygrałem jeden z konkursów, w dodatku z dość dużą ilością głosów oddaną na zrobione przeze mnie zdjęcie Przede wszystkim - gratuluję zwycięzcy i zdobywcom miejsc na podium. Nie jest łatwo tak regularnie punktować. Brawo!
  10. Ten pan podobno nosił/miał tego:
  11. A ja zobaczyłem film, o którym od lat mówiłem, że "muszę go kiedyś wreszcie zobaczyć" - "Ocalić tygrysa" ("Save the Tiger") w reżyserii Johna Avildsena (od "Rocky'ego"), ale znany właściwie tylko i wyłącznie z powodu Oscarowej roli Jacka Lemmona. Był to jeden z dwóch męskich Oscarów pierwszoplanowych z lat 70., których jak dotąd nie widziałem. Zastanawiałem się, jak zagrał Jack, skoro w pokonanym polu zostawił Pacino za "Serpico" i Brando za "Ostatnie tango"? I zagrał bezbłędnie, bo to rola w typie, w którym mało kto mógł z nim rywalizować - starzejący się amerykański everyman w kryzysie osobistym i zawodowym. Kilka takich ról w swojej karierze zagrał po mistrzowsku, a przy tym bez powielania się: "Chiński syndrom", "Więzień piątej alei", czy przede wszystkim najlepsza z nich - "Glengarry Glen Ross", w którym moim zdaniem przyćmił wszystkich (Spacey, Harris, Arkin, Pacino). W "Ocalić tygrysa" Lemmon ma bardzo dobre wsparcie innych aktorów i niezły, choć nieco przeładowany scenariusz (wojenne wspomnienia, nostalgia, seks, biznes, alienacja, mafia, długi etc. - a wszystko w ciągu 24 godzin z życia bohatera), ale to on ciągnie cały film - począwszy od świetnej piętnastominutowej sceny otwierającej. Znakomite są też sceny w kinie, w którym grany jest szwedzki pornos "Dania mówi": Gdy Lemmon i jego współpracownik wchodzą do kina, ten drugi mówi: - Byłem tu kiedyś na "Quo Vadis"... - Ten film jest taki sam, tylko zdjęli togi. Ogólnie - miłośnikom kina lat 70. polecam z czystym sumieniem.
  12. https://monochrome-watches.com/the-big-bold-tissot-prs-516-automatic-chronographs-specs-price/
  13. James Coburn, czyli niezapomniany Pat Garrett z filmu Peckinpaha, na zdjęciu z Rolexem GMT-Master i ozdobami zrobionymi przez indiańskich fanów HSV Hamburg:
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.