Ja wreszcie obejrzałem "Tajnego agenta". I choć w trakcie seansu miałem dwa lub trzy momenty zwątpienia, czy historia zmierza we właściwym kierunku, to jednak ostatecznie całość wybrzmiewa znakomicie. Dawno nie widziałem w nowym filmie takiej kolorystyki, nasycenia kadru szczegółami, a jednocześnie przestrzenią. Do lat 70. odnosi się dziś wielu twórców - trudno się dziwić, bo to niezwykła, zwłaszcza dla kina, dekada - z lepszym lub gorszym efektem. Tym razem efekt jest wręcz wybitny. Ciekawe, czy kiedyś w polskim kinie doczekamy się takiego obrazu tamtej epoki - nasi twórcy tworzą zazwyczaj pozornie pieczołowitą inscenizację (kilka zawsze lśniących aut z epoki w tle, kostiumy, ze dwie piosenki Krawczyka etc.), ale zawsze wygląda to właśnie na sztuczne odtworzenie. A "Tajny agent" jest w latach 70. realistycznie zanurzony, a... nie zawsze jest to zbiornik, w którym zanurzenie jest przyjemne
Kilka scen czy całych sekwencji jest perfekcyjnych. A co podobało mi się mniej? Nie zdradzając szczegółów (kto widział, ten będzie wiedział): 1. pierwsza sekwencja biurowa - jej przeciągnięcie jest na pewno świadome, ale nie wiem, czy aż tak konieczne; 2. surrealistyczna scena ilustrująca news z gazety (jakoś tak kiczowato się robi); 3. typowe dla społecznego kina południa idealizowanie ruchów z określonej strony.
Ogólnie jednak - dla mnie to jeden z najlepszych nowych filmów, jakie ostatnio obejrzałem.
Moura, który gra rewelacyjnie (ale nie on jeden - zwłaszcza Robério Diógenes jest piorunujący!), nosi jakiś zegarek. Widać go nawet na plakacie, ale trudno mi powiedzieć, co to jest: