Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Edmund Exley

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    2585
  • Rejestracja

  • Wygrane w rankingu

    2

Ostatnia wygrana Edmund Exley w dniu 29 Kwietnia 2015

Użytkownicy przyznają Edmund Exley punkty reputacji!

Reputacja

7639 Guru zegarmistrzostwa

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna

Ostatnie wizyty

3809 wyświetleń profilu
  1. Ale piękny egzemplarz. I do tego jeszcze z taką historią!
  2. Mi się też ogólnie podoba, tylko wolałbym stare logo, a przede wszystkim - czy nie za dużo jest spadu w stosunku do płaskiego obszaru na tarczy? Indeksy są długie i przez to na zdjęciach pojawia się wrażenie dużego zagęszczenia w kierunku środka tarczy. Super! Gratulacje.
  3. Chyba dawno nie było takiej przerwy w postach w tym temacie. Co myślicie o nowym Visodate? Linki: https://ch24.pl/recenzja-tissot-visodate-2026/ https://monochrome-watches.com/2026-tissot-visodate-collection-redesigned-powermatic-80-review-price/
  4. Ja sobie obejrzałem skrót Derby-Stoke z 1975 roku:
  5. ja też akurat nie znam Daft Punk zbyt dobrze, a na ten utwór trafiłem z racji Morodera, którego szanuję jako oryginalnego artystę i - przede wszystkim - autora muzyki słyszanej w filmach, które bardzo lubię ("Człowiek z blizną", "Midnight Express", "Amerykański żigolak"). Bo kino jest dla mnie często punktem wyjścia do poznania jakiegoś muzyka, historii etc. Na przykład pisałem teraz, że obejrzałem "Narodziny gwiazdy" z 1976 roku, ze świetnymi zdjęciami Roberta Surteesa. Bardzo podobała mi się sekwencja koncertu, w której wykorzystano autentyczny koncertowy materiał zdjęciowy i... utwór, który moim zdaniem był najlepszy w całym filmie (wybacz, Barbro...): Tu w pełnej wersji - Montrose i "Rock Candy", który brzmi jak jakaś piosenka niewykorzystana na "Houses of the Holy" lub "Physical Graffiti"
  6. W temacie o filmach dość szczegółowo napisałem o "Narodzinach gwiazdy" w reżyserii Franka Piersona z 1976 roku. W jednej z drugoplanowych ról wystąpił znany reżyser Paul Mazursky (warto dodać, że później zagrał też m.in. w "Życiu Carlita", w znakomitym epizodzie w scenie rozprawy sądowej). I kilka razy dość dobrze (ale bez zbliżenia) widać jego zegarek, który wygląda mi na czarną Daytonę 6262:
  7. Niedziela, więc najpierw ulubiony zegarek, a po obiedzie - ulubiony deser
  8. Mój film weekendu to "Narodziny gwiazdy" z 1976 roku. Pierwszy raz obejrzałem którąkolwiek z wersji, a na tej - z racji epoki i twórców - zależało mi oczywiście najbardziej. Po pierwsze - Kris Kristofferson jest super. Gra tak samo, jak grał Billy'ego Kida czy Cisco Pike, ale po co miał coś zmieniać, jak robił to genialnie? Barbra natomiast pokazuje, że jest naprawdę wysokiej klasy aktorką i wokalistką. Choć... niektóre sceny jej występów ewidentnie przeciągnięte są po to, by wyeksponować jej gwiazdorski status (w napisach końcowych jest nawet zabawne odwołanie do jej garderoby). Najważniejsze - i najfajniejsze - jest jednak to, co wybrzmiewa po latach, czyli doskonale oddana atmosfera muzycznego biznesu lat 70., już po Woodstock, w epoce The Eagles, z kokainą i whisky zamiast LSD i heroiny. Stadiony, wille, Cadillaki i Ferrari i czyhające za tym pułapki. Kris świetnie się w tym odnajduje, dając swemu bohaterowi Morrisonowski wręcz rys. A to wszystko ogląda się świetnie dzięki bohaterowi nr 1 tego filmu - Robertowi Surteesowi. Gość, który w branży pojawił się... tuż przed nastaniem ery dźwięku, a Oscary zgarniał m.in. za "Ben Hura", w latach 70. pokazał, że perfekcyjnie trzyma rękę na pulsie epoki. Chcecie kilka printscreenów? Proszę bardzo - najpierw kilka kadrów z sekwencji otwierającej, oczywiście łącznie z najfajniejszym znaczkiem Warnera: A to jest kapitalna sekwencja koncertowa, w atmosferze jak z California Jam: Tu neonowa otoczka koncertu dla TV: I pięknie sfilmowane sceny z dala od zgiełku showbiznesu: Bez wątpienia obok "Ostatniego seansu filmowego" jedna z najlepszych robót Surteesa seniora. I jeszcze coś - dziesiątki razy oglądałem sobie montażową sekwencję otwierającą "Pieskie popołudnie" Lumeta. Scenariusz: Frank Pierson, czyli reżyser realizowanych niedługo później "Narodzin gwiazdy". I w kadrze, jeszcze zanim pojawi się Pacino, widzimy to: To pewnie seans jednej z dwóch wcześniejszych wersji, ale ciekawy (może świadomy, jeśli kontrakty były już podpisane) zbieg okoliczności
  9. W tygodniu prawdziwy popis Valverde. A na początek weekendu najlepszy chyba mecz Torino w sezonie (4:1 z Parmą), co pozwala spokojniej myśleć o utrzymaniu tej ekipy w Serie A. Mecz był też ciekawy z powodu dość rzadkiej sytuacji - wszyscy gracze Torino mieli na koszulkach nazwisko bramkarza Parmy
  10. Coś innego niż zazwyczaj, ale bohater utworu jednak od dawna jest przecież obecny w mojej "filmowej ścieżce dźwiękowej". Muszę sobie zgrać do samochodu i włączać po 22:00
  11. - "Father Mother Sister Brother" - pisałem już o tym filmie w temacie o zegarkach z ekranu. Jarmusch zrobił w sumie to, co Rolex - dał ten sam model, który robi od lat, ale zmienił trochę kolory I wyszło dobrze. - "Amator" - dla mnie od dawna w Top 10 polskiego kina i właściwie jedyny film fabularny Kieślowskiego, do którego co jakiś czas chętnie wracam (no... lubię też "Krótki dzień pracy", naprawdę!). Wzrusza, smuci, czasem nawet bawi. Świetny obraz PRL schyłku lat 70. Mnóstwo pamiętnych scen i epizodów. Stuhr i Czyżewski (ostatnia filmowa rola w życiu) doskonali. Prawdziwie wypadają też ci, którzy grają samych siebie: Zanussi i Jurga. Jest też Marian Osuch, który też właściwie gra samego siebie - czyli portiera. Sobolewski nic nie mówi, ale jest - "La Grazia" - od lat lubię kinowe filmy Sorrentino i rzadko ("Oni") się rozczarowuję. Tym razem powstał też udany film, ale dużo bardziej wyciszony niż większość poprzednich. Dominuje dialog, jest znacznie mniej efektownych ujęć (choć kilka i tak jest) i... nie ma właściwie erotyzmu. Servillo jest bardzo przekonujący (tylko ten rap jakiś taki niepotrzebny).
  12. Edmund Exley

    LEGO

    Dawno nic tu się nie działo, więc oto moja flota - po raz pierwszy spójna kolorystycznie, w klasycznym dla lat 70./80. malowaniu! I to bez Kenwortha - do Peterbilta 352 dołączył Mack Super-Liner: Dach się otwiera nad kierowcą i sypialnią:
  13. Pięknie i skutecznie: A zaczął doskonałym przerzutem Modrić. A i w Brazylii ciekawie:
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.