No to kontynuujemy "Tydzień z Delonem" na naszym Forum - "Pierwsza spokojna noc" (1972). Reżyseria - Valerio Zurlini, który później bardzo dobrze poradził sobie z adaptacją niezwykłej powieści "Pustynia Tatarów". W "Pierwszej spokojnej nocy", przyjętej przez widzów chłodno i dziś raczej zapomnianej, Delon (skłócony z Zurlinim) gra udręczonego nauczyciela snującego się w beżowym płaszczu (prawie go nie zdejmuje, nawet we wnętrzach) po ponurym, zimowym Rimini:
W klasie ma lewicującą młodzież, sam na lekcji pali papierosy i idzie sobie kupić gazetę Ale bez obaw, to nie jest coś, co można by nazwać "Pieprzyć Dantego" To pesymistyczna, naznaczona fatum opowieść o pragnieniu ocalenia, pamięci i jednak chyba też miłości. Bo Delon - cóż, nagrody ministra edukacji pewnie mu nie grożą - zakochuje się w melancholijnej klasowej piękności. Czy raczej - ultrapiękności:
Kurczę, ta dziewczyna jest naprawdę niesamowita w każdym kadrze. Wręcz hipnotyzuje. Do tego fajna muzyka Mario Nascimbene, może troszkę pretensjonalności, kilka ciut za długich scen, ale ogólnie - naprawdę warto. A skoro Włochy lat 70., to musi być coś ekstra:
I ta Miura ma całkiem duże znaczenie w filmie. Delon ma też zegarek - napisałem już o tym we właściwym temacie.