Wracam sobie z cotygodniowych zakupów i słyszę, jak Kostrzewa mówi o rankingu 500 najwspanialszych płyt wszech czasów wg New Musical Express z 2013 roku. Ja wiem, że to zawsze jest subiektywne, ale w ostatnich dekadach nasila się jakaś moda na wymuszone tworzenie nowych kanonów - np. w kinowych rankingach zachodnich "krytyków i filmoznawców" lansowane są tak filmy Claire Denis i Chantal Akerman, które mało kto obejrzał do końca. A NME, tak jak ich koledzy z Rolling Stone, usilnie zawsze promuje nową falę, post punk, poezję śpiewaną, autodestrukcyjnych wrażliwców itp., z premedytacją pomijając muzykę, która rzeczywiście jest kochana przez miłośników rocka.
A żeby pozostać w temacie - moje ulubione 20 minut Zappy: