Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Edmund Exley

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    2780
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    2

Zawartość dodana przez Edmund Exley

  1. Moja ulubiona polska płyta: Poziom światowy, albo raczej kosmiczny...
  2. Moim zdaniem to jeden z najfajniejszych w Twojej kolekcji.
  3. Jako miłośnik amerykańskiego kina lat 70. zmobilizowałem się do "THX 1138". Wyobraźnia Lucasa ok (limbo!), Bobby Duvall nic wielkiego nie gra, no ale zawsze miło go zobaczyć. Sama fabuła jednak wystarczyłaby na kilkuminutową etiudę... Aha, no jest jeszcze coś bardzo fajnego: Lola T70
  4. Dziekuję za odpowiedź. No tak, pewnie wielu fanów (i słusznie) miałaby też Carrera. Szczerze mówiąc myślałem, że Monza była większa - 38mm czyni ją natomiast w moich oczach jeszcze fajniejszą, bo jestem szczupły. Co nie zmienia faktu, że Silverstone prezentuje się także znakomicie. Pozdrawiam
  5. @primabaleron I znów trzeba pogratulować, co niniejszym czynię a jak rozmiarowo Silverstone wygląda w porównaniu z (jednak!) najładniejszym, wiadomo jakim Heuerem? (bo czytałem w jednym z postów, że powodem sprzedania Monzy był właśnie jej rozmiar) Pozdrawiam
  6. "Sierpień w hrabstwie Osage". Trzeba przyznać, koncert gry aktorskiej - dosłownie wszystkich. To jeden z tych filmów, jak "Glengarry Glen Ross" czy "Rzeź", których teatralny rodowód jest atutem. No i znakomite przejścia od humoru (dość specyficznego wszakże) do dramatu.
  7. Po obejrzeniu "Moon" kilka razy wysłuchałem ciekawej muzyki z tego filmu: http://www.youtube.com/watch?v=-odprmQ1mlY
  8. Z klubowymi nagrodami Przemku, raz jeszcze dziękuję za świetny konkurs. Pozdrawiam!
  9. W ostatnich dniach: - "Moon" - inteligentne sci-fi z doskonałą muzyką Clinta Mansella, - "Mały Cezar" - jeden z pierwszych klasyków filmu gangsterskiego, dziś torchę banalny, ale znać trzeba. W roli głownej Edward G. Robinson, - "Niewidzialny człowiek" - mam słabość do starych Universali, a w tym grał (nota bene przez prawie cały czas niewidzialny) Claude Rains, którego bardzo lubię.
  10. Bardzo zgrabne Jonesa i Bonhama zawsze wolałem bardziej niż panów P. i P. Ale akurat Jones nie miał swojego "Moby Dicka" i zawsze był w cieniu, przynajmniej jako basista (więcej miał miejsca przy klawiszach, np. w trasie "The Song Remains The Same"). "When the Levee Breaks" to akurat jeden z moich dwóch ulubionych kawałków Zeppelinów w całej historii, obok "Dazed and Confused". W liceum bardzo dużo słuchałem Led Zeppelin. Ostatnio wróciłem sobie do "Physical Graffiti" i moje zdanie nie zmienia się od lat - powinni okroić ten album do 40-minutowej płyty... No ale dwójka, czwórka i jedynka to wielkie płyty, pomysł trzeciej też imponuje. "Presence" jest świetna brzmieniowo, gorzej z kompozycjami, o Graffiti wspomniałem. "In Through the outdoor" jest banalna, A "Houses..." pozbawiona pomysłu - z wyjątkiem oczywiście "No Quarter", a największa w tym zasługa Jonesa Przepraszam za ten słowotok - tak działa na mnie wspaniała muzyka czasem Pozdrawiam!
  11. Miło mi, że zdjęcia mojego zegarka posłużyły jako inspiracja Faktycznie, jest tu myślenie o muzyce podobne do rzeczy w stylu "Sheltering Sky" i "Larks'... part 3", ale też np. do instrumentalnych utworów z płyty "ConstruKction of Light". A może i coś z Toola i "Lateralus"? O , czytam, że jeden z muzyków Sonar pobrał trochę lekcji w Guitar Craft. A znasz pierwszą solową płytę Johna Paula Jonesa "Zooma? Pozdrawiam!
  12. Nie pozwalasz mi zapomnieć o tym zegarku - trzy zdjęcia w dwa dni
  13. ... i moim zdaniem jeden z trzech-czterech najfajniejszych. ja zegarek mam jeden, znacznie więcej natomiast muzyki: Pozdrawiam!
  14. Po tym, jak takiego sobie przymierzałem, cały czas za mną "chodzi". Super jest. A pasek to na cześć Boca Juniors?
  15. Dzięki! Ale że już sprzedany?... A więc pasja Enicarowa zwyciężyła piękną Monzę. Raz jeszcze dziękuję za wstawienie zdjęcia "na życzenie" i pozdrawiam.
  16. "Nicholas Nickleby" - prosta w sumie, familijna rzecz z paroma świetnymi angielskimi aktorami. A zarazem, moim zdaniem, wzorowa Dickensowska adaptacja, lepiej oddająca ducha jego prozy niż zrealizowane kilka lat później "chłodne" filmy Polańskiego i Newella. Aha, no i "Bilardzistę" wreszcie obejrzałem - "wreszcie" bo jako dziecko byłem fanem Paula Newmana, w czasach, gdy TVP1 prezentowała jego filmy w piątki o 20:10. Tu Newman jest ok, ale George C. Scott i Jackie Gleason kradną mu show
  17. Hehe, no tak - matematyk ze mnie taki sobie O Weather Report słyszałem. W sumie to z tego kręgu znam (i bardzo lubię!) jazzującego Santanę z okresu "Caravanserai", którą uważam zresztą za jego najlepszą płytę. I znam trochę Mahavishnu i Mc Laughlina. Czasem jednak odnoszę wrażenie, że dużo jest takich "przestojów" w tej muzyce. Mam tu na myśli np. "mantryczną" płytę "Welcome" McL i Santany - w sumie interesująca rzecz, ale... No właśnie. Tym niemniej - dzięki za kolejny ciekawy link. ja ostatnio przypominam sobie późnych Beatlesów, z "Abbey Road" na czele. Pozdrawiam!
  18. @primabaleron a kiedy będzie Monza? @sneer ten Zenith to nokaut, św. Graal i Złota Nike na własność - wszystko jednocześnie. ale uwaga Pana Irka o funkcjonalności współczesnych Zenithowych chronografów zachwiała moje postrzeganie wielu modeli z tej serii. Znam je tylko ze zdjęć i wczesniej nie zauważyłem, że większość tych tarcz chronografu na siebie nachodzi w sposób uniemożliwiający precyzyjny odczyt. Na szczęście nie jest tak w moim wymarzonym New Vintage 1969, a przynajmniej nie ma tego na renderach.
  19. Cześć! Jazzu nie słucham na razie. Cenię tę muzykę, także jako inspirację, ale jednak nie znajduję w niej tego, co by mnie "chwytało za gardło". Skądninąd jednak moim ulubionym perkusistą jest Bruford, a on jest przecież dość jazzujący. No i, jak wiesz, uwielbiam King Crimson 81-84 i 94-96, i te jego ośmiokątne (hmm... znowu coś kojarzy mi się z AP Royal Oak) elektroniczne bębny darzę wielkim sentymentem. Edgar BB to trochę dziwny zespół - czasem nieznośnie popowy, czasem awangardowy, porównuje się ich do Zappy, Beefhearta i Cream, ja widzę też podobieństwa z genialnymi późnymi The Beatles. Najbardziej polecam pierwszą i trzecią płytę. Długie formy też bardzo lubię - także z klawiszami, ale jednak najbardziej lubię takich "szalonych" klawiszowców: bardziej od pięknych pasaży trafia do mnie (fakt - niekiedy pompatyczny) Emerson, błyskotliwy Wakeman czy ciężki ś.p. Lord. Nie mówiłem jeszcze, że moja miłość do rocka zaczęła się od The Doors, do których do dziś chętnie wracam, choć oczywiście nigdy nie oddzielę tej muzyki od sentymentów z dzieciństwa/młodości. A autografów chłopaków z Yes gratuluję. Kurczę, ja nigdy nie zapomnę, jak najpierw słuchałem pirackiej kasety "Fragile, a później tata kupił mi na gwiazdkę 2001 "Close to the Edge". Otworzyłem książeczkę na tej pięknej grafice w środku i po chwili Squire "dmuchnął" basem w głośnlkach, zagłuszając ptaszki i szum wody Pozdrawiam!
  20. dziękuję za dobrą radę. Mam nadzieję, że w przyszłości będę mógł coś tu wrzucić.
  21. Moim zdaniem to naprawdę świetny zegarek. Oczywiście - mam tu na myśli wrażenia estetyczne/wizualne, bo tylko takie mam podstawy. Jestem dość szczupły, ale LLD nie wydawał się za duży, leżał bardzo dobrze. Na żywo jest ładniejszy niż na zdjęciach - nawet napis Automatic w stylu retro (no bo przecież prawie wszystko jest jak w klasycznej, pierwszej wersji) zaczął mi się podobać. A jak spisuje się ten - trochę jednak krytykowany - mechanizm? Zaznaczę jeszcze, że Hydroconquest też bardzo przypadł mi do gustu. Nie przymierzałem wersji chrono, ale ta również wygląda bardzo zacnie. Pozdrawiam.
  22. Witam ponownie, Yes i Black Sabbath też bardzo lubię, choć nie wszystko - w przypadku Yes uwielbiam okres z Brufordem i Wakemanem (no, moża poza "Tales..."), ale lubię też Morazowego "Relayera" oraz - uwaga! - mam słabość do "90125" jeśli chodzi o Sabbath - pierwszych 5 płyt to absolutna klasyka, późniejsze jakoś mniej mnie zawsze interesowały. Co do ELP - zgoda w 100%. Moim zdaniem jeszcze przed "Love Beach" (ta okladka...) powinni na zawsze zamknąć ten rozdział. To jest zresztą casus wielu gigantów z epoki (wyłączając wszak King Crimson, o czym już pisaliśmy). Nie zmienia to jednak faktu, że 5-płytowy box "From the Beginning" należy do moich absolutnie ulubionych i najczęściej słuchanych rzeczy w całej kolekcji (nawet te późniejsze rzeczy - no ale duża w tym zasługa pięknego wydania ). Iron Butterfly znam, genezę nazwy "In a Gadda..." też. Przypomiało mi się to nawet podczas oglądania jednej ze scen "Wilka z Wall Street" psychodelii słucham mniej, ale lubię np. Czar czy Gandalfa. Zaś co do łączenia melodii i rytmu (plus super brzmienie) - polecam Ci gorąco mój ulubiony zespół spośród niesłusznie zapomnianych gigantów, czyli Edgar Broughton Band. Pozdrawiam!
  23. Przymierzyłem sobie parę dni temu LLD i Hydroconquesta. Na razie nie mam Longinesa, ale niniejszy klub obserwuję i mu kibicuję
  24. Jacku, słuchałem polecanej przez Ciebie muzyki. Refugee bardzo ciekawe, wokal taki "czarny", soulowy nieco. Lubię wszak koncepcję tria bas/klaiwsze/perkusja. ELP należą (mimo swych wad) do moich ulubieńców, a i Aardvark chętnie sobie co jakiś czas włączam. A wracając do Refugee - kraina zegarków nieźle miała się muzycznie w latach 70. Na pewno znasz Mainhorse i inne dokonania Moraza. Sandorse przypomniał mi trochę rzadko słuchane przeze mnie zespoły z kręgu Caravan, Marsupilami, Camel, Genesis - czyli raczej harmonia niż zaskoczenie, melodia a nie ciężar brzmienia. Mało akurat wiedziałem o tym zespole - początkowo myślałem sobie: "O fajny wokalista, coś między Rush, Budgie a Yes" W Jonesy fajnie brzmi - wiadomo - melotron. Na pewno wszyscy wykonawcy nie są na jedno przesłuchanie po długim dniu pracy. Jeszcze do nich wrócę. A na wieczór włączam sobie Egg. Pozdrawiam.
  25. Zastanawiam się, jak szybko udaje mu się odczytać godzinę...
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.