Ja też, choć żałuję, że tak rzadko wtedy oglądałem. Ale do dziś pamiętam, jakie wrażenie zrobiły na mnie dwa filmy, które obejrzałem jesienią/zimą 1990 roku. Polskiego "Chama" oglądałem siedząc schowany pod stołem. A później - już jako pełnoprawny widz - obejrzałem z tatą chyba mój pierwszy western w życiu, czyli "Wyjętego spod prawa" Howarda Hughesa. Grał tam Thomas Mitchell, którego później doceniłem za wiele innych ról. Dzień później z kuzynem w kuchni u babci odtwarzaliśmy scenę pojedynku i strzelanie w uszy Billy'ego Kida Oprócz cyklu "W starym kinie" warto dodać, że Janicki przeprowadził szereg rozmów z Andrzejem Wajdą na temat jego niezrealizowanych projektów.
Mój film weekendu być może jest właśnie pokłosiem tej rozpoczętej w dzieciństwie fascynacji dawnym kinem. Obejrzałem bowiem zapomniany film "Wszyscy moi synowie". Grają Burt Lancaster i mój numero uno tamtej epoki, czyli Edward G. Robinson. Film jest trochę teatralny, schematyczny i dydaktyczny, ale ogląda się fajnie właśnie z uwagi na świetną rolę Robinsona. To amerykański "self-made man", nad którym ciąży przeszłość. Trochę jak w "Domu ludzi obcych", Robinson łączy siłę, patriarchalizm i poczucie nieuchronnego upadku.