Chciałbym pokazać drogę, którą przebyłem z jednym z moich zegarków. Na początku znalazłem kilka zegarków po różnych członkach rodziny, i między innymi ten Oczywiście nie działał, miał też duże przetarcia na kopercie i otaczającym szkło pierścieniu, szkiełko pęknięte. Werk został wyczyszczony i nasmarowany przez kortyzol'a (dzięki), po pewnym czasie znalazłem kopertę w świetnym stanie i z oryginalnym, prostokątnym (nie wypukłym) szkiełkiem. Często musiałem zdejmować tarczę gdyż ciągle miałem problem z kalendarzem, przyczyną była skrzywiona (prze zemnie ) nóżka tarczy, prostowanie nóżki oczywiście nie powiodło się -( brak doświadczenia to głupie wytłumaczenie więc to przemilczę, podobnie jak zepsucie balansu przed wysłaniem werku do Kortyzola) - i potrzebna była nowa tarcza tą znalazłem zupełnie przypadkowo u zearmistrza szukając czegoś innego. Ostatnim etapem były wskazówki właściwe do tej tarczy ( fotką pomógł Gregorian). Szkiełko przepolerowałem, jednak zostało jeszcze trochę rys ( na żywo prawie niewidocznych). Obecnie wygląda tak Ostatnie kilka dni spędził na moim ręku. , i strasznie mnie cieszy, ciągle sprawdzam, która jest godzina.