Żyjemy w czasach, w których wszystko nieomalże tchnie szybką przemijalnością, nietrwałością, ulotnością wręcz. Wszystko jest "na chwilę", dziś jest, jutro nie ma. Spójrzcie choćby na auta, pralki, telewizory, dziesiątki innych przykładów. Wszystko jest nastawione na konsumpcję, zużycie, zmianę, wymianę, wyrzucenie. Może to istotna składowa sukcesu i kultu takich marek jak Patek czy Rolex... Patek, przedstawiany już w reklamach jako pomost międzypokoleniowy... Wydaje się, że Rolex idealnie waży balans pomiędzy postępem a przywiązaniem do własnej historii. Kombinuje, technikalia rozwija bądź co bądź intensywniej niż większość konkurentów, prezentując przy tym niesłychane wręcz kunktatorstwo w obszarze wyglądu. I gdzieś w tym wszystkim jest również ten obgadany po stokroć antyrefleks, obiektywnie stanowiący postęp i polepszenie zegarka. Ale jego zastosowanie istotnie zmieniłoby wizualną stronę zegarka. Być może wg. Roleksa zbyt mocno. Osobiście się z tym nie zgadzam, ale już dawno się pogodziłem z faktem, że idealne zegarki nie istnieją. Zobaczcie jak bardzo różnimy się tu na forum w ocenie różnych modeli Roleksa, generacji aktualnych, poprzednich i jeszcze wcześniejszych. Niektórzy koledzy ortodoksyjnie przedkładają cztero- i pięciocyfrowe referencje bardzo wyraźnie ponad nowe, inni zgoła odwrotnie. A dla zegarkowego ignoranta? Submariner rocznik 1954, 1986, 2018? Trzy identyczne zegarki. Dziadka, ojca i syna. I to w dzisiejszym, porąbanym Świecie jest piękne. I ludzie coraz częściej przejawiają tej natury tęsknoty za całkiem nieodległą przeszłością, szukając odniesień, wspólnych mianowników...