Wracając do magazynu Speedy Tuesday, niemiła historia. Jako, że jestem z Krakowa, a obecnie na wakacjach, poprosiłem znajomego, żeby podskoczył do butiku Omegi po egzemplarz dla mnie. Jego żona, prawniczka jeżdżąca codziennie w sportowych ciuchach do własnej kancelarii na rowerze (istotny szczegół, bo kto ma tak samo, wie jak się wtedy wygląda) miała po drodze, więc się zatrzymała. Zapytała o magazyn i usłyszała: "dla osób z ulicy już się skończyły, dajemy jedynie swoim klientom, a Pani wyraźnie się do nich nie zalicza" No, powiem szczerze, słabo.