Było takich kilka. Na przykład "View To A Kill" lub "Living Daylights", czy "Goldeneye". Sam Smith jest wg mnie potężnym smęciarzem, mocno przereklamowanym dzieckiem ustosunkowanego managementu. Użyję też swojego autorytetu człowieka, który wiele lat pisał recenzje płyt do 3 ogólnopolskich miesięczników, ma na koncie parę własnych krążków i powiem, że w życiu bym go nie zatrudnił do Bonda, gdyby zależało to ode mnie.