Mam wrażenie, że pomieszano tu kilka różnych rzeczy i przez to wychodzi jeden duży, zbiorczy zarzut wobec piłki nożnej jako całości.
Symulki, błędy sędziów, komercja, zarobki, kibole - to są różne zjawiska, nie jedno.
Piłka nożna jest po prostu najbardziej masowa, więc wszystko w niej widać bardziej niż w siatce, rugby czy innych dyscyplinach. I nie jest to przypadek - w piłkę gra się wszędzie na całym świecie: wystarczy kawałek przestrzeni i coś, co przypomina piłkę. Nie trzeba być bogatym, należeć do żadnej elity ani mieć określonych warunków fizycznych. Dlatego na MŚ 2026 zagrają drużyny z Zielonego Przylądka, czy Curacao.
Piłka nożna nie jest „bardziej chora”, tylko najbardziej eksponowana. A im większa skala, tym więcej widać wszystkiego - także rzeczy negatywnych.
A to, że jest dużym biznesem, nie jest żadnym wyjątkiem - dokładnie tak samo działają NBA, NFL czy inne topowe ligi. Im większe zainteresowanie, tym większe pieniądze, presja i… również więcej patologii na wierzchu.
Mam też wrażenie, że trochę idealizujecie inne sporty, a piłkę traktujecie wyjątkowo surowo. W siatce też bywa różnie (N’Gapeth), rugby ma swoje „Bloodgate”, w innych dyscyplinach mamy ustawianie meczów czy doping na najwyższym poziomie. To nie jest tak, że gdzie indziej jest „czysto”, tylko że mniej to widać.
Można oczywiście nie lubić współczesnej piłki - to jest w pełni zrozumiałe. Ale sprowadzanie jej do „chorej dyscypliny dla bandytów” to już jednak spore uproszczenie.