Pora, aby kilka słów (taniej i płytkiej ) refleksji wyraził wreszcie inicjator niniejszego wątku - a jam to, nie chwaląc się , jest! Opinie me będą nader prostolinijne, za co z góry przepraszam wszystkich tych, którzy oczekują od Bond'a psychologicznej głębi Bergmana i filozoficznej perspektywy Kurosawy - ja jestem z tych, którzy lubią w Bondach piękne kobiety, nietuzinkowe miejsca i luksusowe produkty dobrane z gustem i smakiem, zmiksowane umiejętnie z przednią rozrywką. No i kiedy spoko-przystojniak i twardziel spuszcza łomot skurczybykom. Te oczekiwania nowy Bond w pełni, IMO, zaspokaja. Lokowania produktu ponad miarę nie widzę - jest w granicach przyzwoitości. Tym bardziej, że zupełnie mi nie przeszkadza widok Omegi, czy Aston Martina. Jeżeli już miałbym (na siłę) czegoś się czepiać, to powiedziałbym, że nieco zbyt nachalnie podkreśla się w filmie, że to pożegnanie Craig'a z Bondem.