Ponieważ jeden z moich ulubionych zegarków dość mocno się późnił (5-7 min/dobę, przy maksymalnym wychyle regulatora), postanowiłem wrzucić go poza kolejnością na warsztat. A jako, że chodzi na rzadkim mechanizmie, który niedawno był tutaj co nieco omawiany, Culmina cal.51, postanowiłem przy okazji zrobić mu sesję rozbieraną i podzielić się paroma fotkami. Może ktoś będzie chciał obejrzeć sobie go dokładniej... Na początek rozbieramy brudaska Po rozebraniu do rosołu, mycie. Ja stosuję naftę na początek a po namoczeniu i zmyciu brudu, płukanie w benzynie ekstrakcyjnej lub izopropanolu. Tym razem do płukania poszedł izopropanol. Po myciu dokładne suszenie, oraz przegląd, czy nie trzeba dokonać jakiś poprawek, oraz doczyszczenie czopów. I rzut okiem na gołą płytę z obu stron. I składamy z powrotem Poleciałem z rozpędu tak jak jadę z Felsą 465 i założyłem mostek bębnowy, nie zakładając wcześniej śruby tiretu. Okazało się, że błąd, ponieważ śruba w tym mechanizmie ma kołnierz i musi wejść pod ten mostek. Więc musiałem zdjąć go ponownie I po zakończeniu operacji pacjent ruszył z kopyta i żwawo. Już teraz mogę powiedzieć, że kolejny przegląd zakończony sukcesem , ponieważ po pięciu godzinach zegarek przyspieszył około 15 sekund. Także w tej chwili pewnie da to około jedną minutę i paręnaście sekund na dobę do przodu. Jeszcze do podregulowania.