Zawsz uwazam jadac na rowerze jeszcze bardziej niz kierujac samochodem. Na sciezce rowerowej juz z zasady dzwonie jak sie zbilzam do kogos od tylu aby nie bylo niespodzianek. Ale wczoraj to juz mnie dwojka rowerzystow wk...ła na max. Zbilzam sie do nich, oczywiscie dzwonek. Bo jechali obok siebie, on z lewej, ona z prawej po sciezce rowerowej. Chcialem ich wyprzedzic srodkiem tylko tu bylo miejsce, ale laska stwierdzila w ostatniej chwili, ze pusci mńie z lewej i tuz pod moim kolem skret w prawo, na szczescie przewidzialem to durne zachowanie i juz wczesniej hamowalem. Skomentowalem tylko, ze swietnie to wymylila z przekasem w glosie. Oczywiscie gosciu na mnie z ryjem, ze czemu nie dzwoniłem jak sie do nich zblizalem, ja mu na to, dzwonilem a poza tym nie mam obowiazku uzywania dzwonka i ze to sciezka rowerowa i obowiazuja przepisy o ruchu drogowym i jezdzi sie prawa strona. Oczywiscie nie przyznal mi racji, ale juz mi sie nie chcialo z kretynem dyskutowac, zalamka. Polecicie jakis dzwonek, ktory wyrywa z butow?