Przygotowania główne miałem rozłożone na 16 tygodni przed startem podzielone na 3 biegi w tygodniu: interwały, tempówki, wybieganie. Tempo każdego biegu było dostosowywane na podstawie referencji tempa na 10km i od tego były robione założenia (wolniej albo szybciej niż tempo bazowe w zależności od typu biegu i dystansu). W dniach niebiegowych jakaś delikatna siłownia i ćwiczenia stabilizujące i siłą rzeczy rower jako środek komunikacji po mieście, ale bez długich dystansów. Ostatnie 2-3 tygodnie to już było cięcie dystansów na treningach, ostatni tydzień to tylko dwa 20-30min biegi w luźnym tempie. Wiec wydaje mi się, że przygotowania były usystematyzowane i raczej dobrze rozłożone. Chyba po prostu miałem niefart :/ Ból kolana zaczął się mniej więcej w połowie dystansu, treningowo na wybieganiach biegałem dłuższe (25,28,30km) bez takowych problemów. Tempo jakie trzymałem do tego czasu było dla mnie dość komfortowe, też wolniejsze niż zdarzało mi się robic np. na 28km ale zgodne z założeniem jakie przyjąłem na maraton po krótszych biegach testowych. Więc wydaje mi się że to faktycznie kolano a nie głowa - kondycyjnie to się w ogóle nie skatowałem jedynie teraz czuję to kolano, ale już jest lepiej. Jeszcze nie idealnie, ale lepiej niż w niedzielę po biegu i wczoraj. Kontrolnie chyba się przejdę do specjalisty dla własnego spokoju.