Zostawiajac napiwek w restauracji nie przeglądam ksiąg rachunkowych, czy zaglądam w rozliczenie podatkowe[emoji6] Często, restauracje w których jadam, to restauracje rodzinne, pokoleniowe, gdzie najstarsza osoba w rodzinie miło wita gości, syn jest kucharzem, a wnuki podają jedzenie. Zdając sobie sprawę, że posiłek będzie przygotowany przez taką rodzinę, z miła chęcią zostawię 12% napiwku. Nie lubię sytuacji wymuszających napiwek, wtedy raczej tego nie robię. Sądzę ze trzeba zachować w tym zdrowy rozsądek. Jeśli chodzę od ponad dziesięciu lat, do tego samego fryzjera, a on niezależnie od inflacji woła za swoją usługę tą samą kwotę, dlaczego mam nie wyjść „bez reszty”. Wiem że on nie oczekuje napiwku, jest właścicielem tego zakładu, zatrudnia ponad dwudziestu pracowników, raczej nie brakuje mu gotówki. Inna kwestią jest to, na co przeznaczane są napiwki. Wiem, ze w wielu przypadkach te pieniądze są zbierane przez jakiś okres czasu i wydawane wspólnie. Czasami jest to wspólny wyjazd na weekend dla całej ekipy, czasami dobra kolacja. Ja osobiście nie żyje z napiwków, ale na przestrzeni roku uzbiera się w Kaffekasse kilka tysięcy €. Organizujemy wtedy jakiś wspólna imprezę, czasami jest to rodzinny festyn, czasami spływ kajakowy, wspólne wyjście na mecz itp. Nie to żeby moja firma nie pokrywała kosztów imprez integracyjnych, ale z dodatkowych pieniędzy można pozwolić sobie na mniej racjonalne przyjemności. Nie są to pieniądze które można jakoś opodatkować, choć pewnie znając polskie prawo znalazł by się paragraf[emoji6] Jestem jak najbardziej za dobrowolnością w kwestii napiwków, ale napewno nie powinno się ignorować i demonizować tego zjawiska. Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk