To jest piękny zegar, który mocno zyskuje na żywo, zdjęcia nie oddają jego charakteru. Miałem poprzednią wersję, która w stosunku do średnicy była troszkę za gruba (wiem, że mój moonphase jest grubszy, ale też większy, więc proporcje są inne i lepiej się nosi). Ten metalowy bezel sprawia, że zegarek wygląda na sporo większy, niż wynikałoby to z katalogowej średnicy. Wskazówki są cudnie wyszlifowane i błyszczą pięknie pod różnymi kątami padania światła, podobnie ładnego błysku daje bezel.
W nowej wersji, która jest zmniejszona na średnicy i mocno odchudzona po wyjęciu automatu (on jest teraz cieńszy on moonwarcha) na pewno sprawia, iż oprócz fantastycznych walorów wizualnych musi być też świetny w noszeniu, nawet na bransolecie (poprzednio wersja full metal była moim zdaniem nie do noszenia, tylko na pasku).
Tutaj jeszcze cofnięte indeksy i matowa chropowata tarcza świetnie kontrastuje z błyszczącymi wskazówkami - pełen sztos.
Widać bardzo dobrze, śmiało bym powiedział, że nawet lepiej niż w negatywie, zarówno ameliniowym i ceramicznym. Poniżej wideo mojej poprzedniej wersji, ale w nowej jest dokładnie tak samo.
Jak pisałem wyżej - tarcza świetna, daje ciekawe efekty z mocnym światłem. No i grubość nieomegowa Do tego piękny nowy manualny mechanizm.
Dokładnie - beżowa luma nie koniecznie musi cokolwiek udawać. Tutaj powoduje, że tarcza czasem wydaje się czarna (i taka jest w specyfikacji), czasem czekoladowa, szczególnie z brązowy paskiem. Nie wiem czemu wiele osób myśli, że beżowa luma to od razu "udawana patyna" i próba postarzenia zegarka. Nie które mają po prostu taki koncept i tyle, ma to ładnie wyglądać, nic więcej. Trzeba być zadowolonym z tego, że luma nie musi być koniecznie biała.