Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...
cordi7

2026: sytuacja branzy zegarkowej

Rekomendowane odpowiedzi

Jesli temat pojawil sie w niewlasciwym miejscu - przepraszam i prosze moderatorow o przeniesienie.

 

Probowalem znalezc miejsce, gdzie moglibysmy sie wymienic obserwacjami i podyskutowac o artukulach podsumowujacych sytuacje w branzy - i stad ten temat :)

 

Obejrzalem ostatnio ciekawy film Andrew Morgana - w pewnych kwestiach zgadzam sie z prezentowanymi wnioskami.

Ogolnie sadze, ze mniejsi i niezalezni producenci radza sobie lepiej - wg mnie sa bardziej autentyczni i blizej klientow.

Wielkie firmy, rzadzone przez ksiegowych i wyniki finansowe, nie chca podejmowac ryzyka (nowy Longines HC najlepszym przykladem).

Dodatkowo sadze, ze koncery windujac wiecznie ceny odcinaja potencjalnych przyszlych adeptow naszego hobby - polityka samozaglady.

 

 

Warto zerknac tez co sie dzieje na rynku ogolnie - i tu poki co jednym z lepszych zrodel (mimo, ze to guesstimate) jest coroczny raport Morgan Stanley:

 

https://monochrome-watches.com/industry-new-morgan-stanley-top-50-watch-brands-for-2025-rolex-still-leading-the-pack-strong-polarization-of-the-market/

 

https://timeandtidewatches.com/2025-morgan-stanley-top-50-swiss-watch-brands-analysis/

 

Chetnie przeczytam wasze przemyslenia, dzielcie sie tez ciekawymi filmami i artykulami.

 

Pozdrawiam :)

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dobrze że kolega założył taki wątek. Moje osobiste doświadczenia i przemyślenia nie są zbyt pozytywne.

 

Tak jak kolega w innym wątku wspomniał że brakuje modeli tzw "entry level" i to jest według mnie duży problem. Kilka osób w pracy próbowałem zainteresować zegarkami ale gdy popatrzyli na ceny to odrazu się wystraszyli mimo że im się one podobały.

 

Napewno dużym problemem jest podejście sprzedawców do potencjalnych klientów. Ostatnio znajomy z pracy który po wielu rozmowach szykował się na reverso lub tanka, po przejechaniu połowy polski przez niemal godzinę czekał w holu hotelu Raffles aby je obejrzeć i ostatecznie zrezygnował bo nie miał więcej czasu aby czekać, salon Kruka jak i PP po przeciwnej stronie również był zamknięty bo ktoś miał odbiór. Sam miałem taką sytuację że będąc w okolicy zajrzałem tam i oba salony były zamknięte.

 

Czy to polski lokalny fenomen że jak ktoś odbiera zegarek to zamykają salon? Nikt nie bierze pod uwagę że może przyjść inny klient co kupi nawet droższy model? Lata temu na Karl Johans gate w Oslo z kierownikiem w ubraniach roboczych weszliśmy do salonu Patek Philippe i pokazano wszystkie zegarki które znajomy chciał zobaczyć, dodam jeszcze że w tym samym czasie inna osoba obierała zegarek.

 

Nie można tego tłumaczyć względami bezpieczeństwa bo jak ktoś wtedy wyjdzie z salonu to albo ostentacyjnie niesie torbę albo ma schowaną więc jak by chcieli kogoś okraść po wyjściu z salonu to i tak mają pewność że dana osoba ma towar.

 

Inny znajomy prowadzący dużą firmę który nie przywiązuje większej uwagi do ubioru a jest wielkim fanem zegarków wiele razy wspominał mi że obsługa salonów prawie wcale się Nim nie interesuje i patrzy na Niego jakby przyszedł coś ukraść. Sam mam podobne doświadczenia.

 

Jeśli chodzi o damskie modele zegarków, to dużym błędem jest oferowanie tylko mechanicznych zegarków i rezygnowanie z kwarcowych. Nie znam kobiety którą by bawiło nakręcanie i ustawianie zegarka.

 

 

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
47 minut temu, eustechy napisał(-a):

Tak jak kolega w innym wątku wspomniał że brakuje modeli tzw "entry level" i to jest według mnie duży problem. Kilka osób w pracy próbowałem zainteresować zegarkami ale gdy popatrzyli na ceny to odrazu się wystraszyli mimo że im się one podobały.


Jak ktoś siedzi w tym hobby to jest szansa, że zna alternatywy (np. Stowa czy Laco zamiast IWC Marka) ale dla wielu osób cena będzie zapora nie do przeskoczenia. Większość z nas zaczynała od tańszych zegarków i granica tego, co drogie przesuwała się z czasem - co jest też korzystne dla kieszeni, bo uczymy się powoli tego, co nam się podoba na tańszych modelach.


 

50 minut temu, eustechy napisał(-a):

Inny znajomy prowadzący dużą firmę który nie przywiązuje większej uwagi do ubioru a jest wielkim fanem zegarków wiele razy wspominał mi że obsługa salonów prawie wcale się Nim nie interesuje i patrzy na Niego jakby przyszedł coś ukraść. Sam mam podobne doświadczenia.


Mam to samo doświadczenie z Polski. Będąc służbowo na kilka dni wszedłem do salonu bodajże Kruka ubrany w dżinsy i polówkę. Obsługa patrzyła na mnie jak na intruza i ewidentnie zostałem oceniony na “nie stać go na zegarki, przy których stoi - szkoda zachodu” - więc okazano mi kompletny brak zainteresowania. Ale podobną sytuacje przeżyłem i w jednym z salonów samochodowych w DE więc chyba nie ma co generalizować. Póki co we wszystkich salonach zegarkowych u siebie w mieście mogłem swobodnie pogadać i przymierzyć to, co chciałem.

 

 

55 minut temu, eustechy napisał(-a):

Jeśli chodzi o damskie modele zegarków, to dużym błędem jest oferowanie tylko mechanicznych zegarków i rezygnowanie z kwarcowych. Nie znam kobiety którą by bawiło nakręcanie i ustawianie zegarka.

 

Moja żona ma dokładnie odwrotnie - mechanizm kwarcowy eliminuje jej zainteresowanie. Zawsze też narzeka, że większość projektów damskich zegarków to albo malutkie koperty albo “świecidełka” z kamieniami. Chociaż rację masz co do nakręcania - jestem etatowym “nakręcaczem” i “ustawiaczem”. 
 

 

Aha, jeszcze jedno mnie bardzo mocno irytuje: butiki monobrandowe. Rozumiem, że mały producent może mieć HQ i salon w tym samym miejscu (Serica, Chronoswiss) ale IWC czy Tag Heuer z butikami monobrandowymi to totalna pomyłka. Raz, że pachnie to chciwym wyciskaniem cytryn i wycinaniem AD z puli zysków czego nie znoszę ale też z reguły jest sztywniej i nie mam możliwości wyboru i porównania podobnych modeli od różnych producentów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To wszystko chyba jest trochę bardziej złożone. 
Trzeba by tu głębszych analiz, ale tak na szybko:

1. dzisiejsze entry level w sposób naturalny jest gdzie indziej niż entry level piętnaście lat temu. Zakładam, że w tym segmencie zegarki ceną nie przeskoczyły jakoś mocno inflacji;

 

2. entry-mid range to dziś diabelnie trudny segment ze względu na substytuty, czyli smart watche. Przecież tego się sprzedaje ponad 150 milionów rocznie. To w dużej mierze dlatego firmy zaczęły ucieczkę w górę;

 

3. mówiąc o spadkach pamiętajmy, że są to spadki po bańce. Nic nadzwyczajnego.

 

4. siła grup leżała w tym, że w tym średnim segmencie były w stanie optymalizować koszty, najbardziej powszechnym sposobem było pakowanie tych samych mechanizmów do różnych zegarków, w różnych segmentach. Dziś to jest passe, bo każdy chce mieć „inhouse”, a już w mid-high to w ogóle nie ma o czym mówić;

 

jak ludzie płacą więcej, to szukają wyjątkowości, stąd powodzenie tych niezależnych. 
 

5. Grupy nie potrafią dla poszczególnych marek ogarnąć tego, w czym Rolex jest mistrzem, czyli sterowania popytem na rynku wtórnym, między innymi poprzez podaż i politykę cenową rynku pierwotnego, przy czym zachodzi tu oczywiście sprzężenie zwrotne. Dochodzi do tego mistrzostwo w marketingu i animacja środowiska influ, kolekcjonerów, itd. 
 

Z tej drugiej części Cartier coś ewidentnie załapał i wyhajpował rynek wtórny, dzięki czemu wystrzelił też na pierwotnym. 
 

Przy okazji, zapominamy o Seiko, które w rzeczywistości jest prawdopodobnie drugim graczem po Roleksie, a które w ostatnich latach zalicza wzrosty (zawdzięcza to po części słabej walucie, ale jednak…)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
15 minut temu, rafi napisał(-a):

Z tej drugiej części Cartier coś ewidentnie załapał i wyhajpował rynek wtórny, dzięki czemu wystrzelił też na pierwotnym. 

 

Cartier to producent bizuterii, wiec naturalnie ma dostep (i przy okazji uznaje istnienie) kobiet jako grupy klientow branzy zegarkowej.

Kobiety kupujace bizuterie Cartiera znaja jej jakosc, maja ekspozycje na zegarki tej marki, ktore w wiekszosci Cartier pozycjonuje jako uniseks.

 

 

17 minut temu, rafi napisał(-a):

2. entry-mid range to dziś diabelnie trudny segment ze względu na substytuty, czyli smart watche. Przecież tego się sprzedaje ponad 150 milionów rocznie. To w dużej mierze dlatego firmy zaczęły ucieczkę w górę;

 

Mysle, ze smartwatche na pewno zjadaja czesc segmentu value - czy mid range to nie wiem. Dla mnie rownie istotne sa mikro oraz producenci chinscy, ktorzy w wyjatkowo niewielkich pieniadzach oferuje regulowane mechanizmy, szafir, regulacje w zapieciu itp.

 

 

20 minut temu, rafi napisał(-a):

3. mówiąc o spadkach pamiętajmy, że są to spadki po bańce. Nic nadzwyczajnego.

 

Porownujac 2017 (sprzed banki Covidowej) z 2025 nadal widac spadki. Wiec cos jest na rzeczy.

 

2018

image.png.47efcf92d159f0442ed7156d1c66e202.png

 

2025

image.thumb.png.f5a08c7dbac2fff7cd902afa9a6e1eec.png

 

 

Omega spada z 730.000 na 460.000. Longines z 1.900.000 na 780.000. TAG Heuer z 680.000 na 342.000. IWC ze 190.000 na 118.000. JLC ze 110.000 na 78.000.

Cartier rosnie z 472.000 na 695.000, Rolex - z 770.000 na 1.150.000. Rosna tez AP i PP. Spadki sa ogromne, mowimy o mniej wiecej 40-50% redukcji w 9 lat.

 

 

28 minut temu, rafi napisał(-a):

4. siła grup leżała w tym, że w tym średnim segmencie były w stanie optymalizować koszty, najbardziej powszechnym sposobem było pakowanie tych samych mechanizmów do różnych zegarków, w różnych segmentach. Dziś to jest passe, bo każdy chce mieć „inhouse”, a już w mid-high to w ogóle nie ma o czym mówić;

 

Sila grup jest tez ich slaboscia. Zabijaja kreatywnosc i indywidualnosc, redukuja chec podejmowania ryzyka i tworzenia czegos nowego.

Tak, redukujesz koszty standaryzacja mechanizmow ale tez wszystkie projekty sa wynikiem analiz ksiegowych i analiz oczekiwan konsumentow.

A prawda jest taka, ze klienci chcieli szybszego konia, ktory sie wolniej meczy a nie automobilu; bez ryzyka nie ma postepu a stagnacja prowadzi do zaglady.

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

Odnośnie do Cartiera, to wiem że ten gość na filmie tak mówił, ale w tej kwestii nic się przecież nie zmieniło w ciągu ostatniej dekady czy dwóch, a mimo to marka rośnie, odwrotnie do rynku. 
 

Odnośnie do substytowania smartwatchami - Dominik, tego się w 2025 sprzedało prawie 160 milionów! To zjada znacznie więcej rynku, niż by wskazywał tylko segment cenowy. Wyższe wersje Apple watcha, czy wypasionych garminow, Huawei innych Xiaomi noszą nie tylko ludzie, którzy normalnie mieli by Tissota czy Longinesa, ale też tacy, którzy normalnie nosili by Tudory, Omegi, Rolki, czy nawet droższe marki. Obserwuję to na nadgarstkach kolegów z branży. 
 

Natomiast co do substytowania Micro, to przecież to dotyczy jakieś tam niewielkiego z perspektywy globalnej sprzedaży grona geeków zegarkowych. Tania a dobra produkcja chińska to natomiast raczej zamiennik dla tych, którzy kupili by Casio, Lorusa, czy tam Seiko. A seiko jak pisałem ma się dobrze. 
 

Obawiam się, że - nieszczęśliwe dla nas - receptą na lepszą sprzedaż czy trzymanie się w rynku nie jest wcale obniżka cen. Raczej wzmacnianie marketingu marek, które będzie się też wiązało z ich (cen) windowaniem. 

Edytowane przez rafi

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czas pokaże. Firmy, które tracą raczej do tej pory nie oszczędzały na marketingu. Wprost przeciwnie.

 

TAG po chudych latach zaczyna fajnie odbudowywać paletę modelową, niestety podnosząc mocno ceny. Zobaczymy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
55 minut temu, cordi7 napisał(-a):

Czas pokaże. Firmy, które tracą raczej do tej pory nie oszczędzały na marketingu. Wprost przeciwnie.

 

TAG po chudych latach zaczyna fajnie odbudowywać paletę modelową, niestety podnosząc mocno ceny. Zobaczymy.

To nie jest tylko kwestia tego ile, ale też jak/na co. 
Oczywiście swoją drogą, biorąc pod uwagę portfolia grup, pewnie jakieś przeglądy, resegmentacje, sprzedaże, łączenia czy wygaszania brandów mogą być nieuniknione. 
 

Pewnie też, w niektórych markach z potencjałem przydałoby się więcej niezależności i jakiś wizjoner z kontraktem dłuższym niż dwa lata… 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dodałbym globalną niestabilność, która skłania do bezpiecznego lokowania pieniędzy. W zegarkach raczej tego bezpieczeństwa nie ma, co pokazała bańka covidowa. Ludzie kitrają pieniądze, nie zdziwiłbym się, gdyby ten problem dotyczył większości dóbr luksusowych. 

 

Do tego dochodzi outsourcing produkcji do Chin. W zasadzie każdy biznes, który to zrobił dostaje teraz od Chińczyków po tyłku. Oddali know-how, zbudowali fabryki, wykształcili ludzi, ludzi, którzy mogą teraz wyprodukować wszystko. Najniższy pułap cenowy Chiny już przejmują. Ten trochę wyższy też, ale pośrednio przez małe firmy. Nie jeden mikro ma blisko 100% produkcji w Chinach, a jak odejmiemy mechanizmy to już co drugi (dane z pupy ;) 

Premium też dostaje po tyłku podróbkami. 

 

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dorzuce jeszcze jedna perspektywe - pozwole sobie zacytowac maila od jednego z tworcow i wlascicieli marki Nodus:

 

"If you are reading this newsletter, you are likely on the “highly-educated” end of the watch collecting spectrum, so I don’t need to explain Swiss-Made requirements too in depth. But here’s the gist of it; to qualify as “Swiss Made” watch 60% of the manufacturing costs must be generated in Switzerland. This is not a secret. The real trick is in what qualifies as manufacturing costs. In 2017, Swiss Made requirements became much more strict and much more specific. They determined that manufacturing costs may include research, design, assembly, and movement. This means that with the right math, you could essentially manufacture a full watch in Asia, and still qualify as Swiss Made, as many labels do.

 

Many people don’t understand the true impact that it had on the watch supply chain.

 

Pre-2017, it was far more common for a full watch to be made in Asia, shipped to Switzerland, then assembled and sold as “Swiss Made”. Since then, higher end factories have had to transition from producing full watches to producing only some components for Swiss companies, which – because of the change in law – would produce mid-cases in Asia but the rest of the parts (case back, tubes, crowns, etc.) in Switzerland.

 

As anyone in manufacturing would know, separating the production of mating parts almost guarantees fit and finish mismatches down the line. Tolerances are unforgiving at our level of precision. So the level of granularity, manufacturing tolerances, and overall quality had to drastically improve in order for watch factories to deliver a good product (great for small brands like ours!).

 

For this reason (along with global economic turmoil and a turbulent watch market) many factories had to close down due to an inability to deliver the level of quality that the larger Swiss labels demanded.

It also led to another little ironic outcome: due to the lower movement cost, quartz watches had to be actually fully manufactured in Switzerland, while higher end automatic watches would be outsourced to Asia.

(For the kids in the back: lower movement cost = smaller % of total manufacturing cost = harder to hit 60% threshold in Switzerland.)"

 

Obydwa aspekty sa ciekawe: podniesione wymogi tolerancji z uwagi na rozdzielenie procesu produkcyjnego ale i (o ironio!) fakt, ze mechanizmy kwarcowe maja wieksza szanse byc wyprodukowane w Szwajcarii niz mechaniki.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też kiepsko to widzę. Microbrandy zyskują na fali "kto da więcej w tej samej cenie" jednocześnie transparentnie pokazując co z czego wynika a duże marki ukrywają to że obniżają jakość i koszty produkcji jednoczesnie podnosząc ceny.

 

Jeżeli ten kurs się utrzyma to w niedalekiej przyszłości będziemy mieli rynek na ktorym mechaniczne zegarki (dla ludzi którzy chcą "szwajcara" np tissota) nie będą za ~3000zl tylko za blisko 5000. Longinesy przekroczą 10 tysięcy itd.

 

Z drugiej strony skali też jest ciekawie np. entry level Patka na metce pewnie bedzie mial 200k (teraz to okolice 160).

 

Oczywiście dobra luksusowe maja to do siebie że czesto cena ma tylko odzwierciedlać zasobność portfela nabywcy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Temat jest mega szeroki, ale ciekawy, więc pozwolę sobie na kilka luźnych obserwacji z rynku PL. Z mojej perspektywy, u nas „Swiss Made” dalej sprzedaje się bardzo dobrze - nadal nie jako świadomy wybór zegarkowy, ale "iluzja prestiżu". W bańce forów i grup zegarkowych może postrzeganie "Swiss Made" się zmienia/zmieniło, ale "klient galeryjny" tak tego nie widzi (w ogóle tego nie widzi). Dlatego marki typu Tissot dalej robią wyniki, mimo że dużo mówi się o problemach środka. Longines mocno wystrzelił w kierunku "cen prestiżowych", ale zauważmy, co zaproponował w formie nowego HC (Submariner price killer, mówiąc żartobliwie). Jednocześnie co najmniej od pandemii widać rozjazd: część klientów idzie wyżej w stronę czystej marki/statusu (Rolex itd. - generalnie: drogie zegarki), a część w drugą stronę - value i mikro (z akcentem, powiedziałbym, na "value" - stąd rosnące nieustannie kolekcje niektórych moderatorów ;)). 

I może to nie jest tyle „umieranie środka”, co zmiana tego, kim jest jego klient i czego on właściwie szuka. Dobra, na razie tyle. Reszta po tym, jak ktoś do mnie wystrzeli z atomówki.  :D 


WARTO POMAGAĆhttps://www.siepomaga.pl

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie śledzę trendów, nie mam rozeznania w branży zegarkowej, po przeczytaniu wypowiedzi poprzedników myślę, że każda z wypowiedzi jest trafna i zwraca uwagę na jakąś część, która ogólnie wpływa na branżę zegarkową. Nie doceniałem smartwatchy, które rzeczywiście są chyba aktualnie znaczną częścią rynku. Właśnie wracam ze szkolenia: 16 uczestników, 1 wykładowca, 13 zegarków na nadgarstkach, 8 smartwatchy, 5 automatów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, nav napisał(-a):

Nie śledzę trendów, nie mam rozeznania w branży zegarkowej, po przeczytaniu wypowiedzi poprzedników myślę, że każda z wypowiedzi jest trafna i zwraca uwagę na jakąś część, która ogólnie wpływa na branżę zegarkową. Nie doceniałem smartwatchy, które rzeczywiście są chyba aktualnie znaczną częścią rynku. Właśnie wracam ze szkolenia: 16 uczestników, 1 wykładowca, 13 zegarków na nadgarstkach, 8 smartwatchy, 5 automatów.

Żadnego kwarca? 


To jest moje zdanie i ja je całkowicie popieram.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
22 minuty temu, mario1971 napisał(-a):

Żadnego kwarca? 

Żadnego, ale 8 smartłoczy.

Edytowane przez nav

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Inny aspekt sprawy – coraz częściej myślę, że na świecie jest zbyt dużo marek zegarków. Patrząc na to, ile nowych firm powstało w ostatnich kilku latach, ile nowych projektów pojawia się w każdym miesiącu na Kickstarterze, mam wrażenie, że podaż znacznie przewyższa popyt.

W efekcie globalizacji stworzenie własnej marki zegarków jest łatwiejsze niż kiedykolwiek, bo w sumie nie trzeba do tego nawet wiedzy, jak działa mechanizm, ale przebicie się na zatłoczonym rynku jest znacznie trudniejsze. Owszem, jest wiele firm, którym to się udało, np. Christopher Ward, Baltic, Venezianico czy Studio Underd0g, ale ciekawy jestem, jaka część nowo powstających firm zamyka się, bo nie jest w stanie sprzedać z zyskiem pierwszego modelu. Rynek nie jest nieograniczony, bo zegarki przestały być produktem niezbędnym do życia, a osób, które kupują dziesiątki zegarków, w szczególności od mikrobrandów, nie jest dużo.

Zgadzam się z początkową tezą @cordi7, że mikrobrandy zazwyczaj oferują lepszy stosunek jakości do ceny, są bardziej kreatywne, otwarte na klienta itp., i czasami też nie mogę zrozumieć, co takiego realnie oferują duże firmy, by za ich zegarki, które nie są ręcznie zdobione, płacić 20, 30 czy 40 tys. zł. Ale polem, na którym duże firmy mają przewagę nad mikrobrandami jest rozpoznawalna marka, historia, zegarmistrzowskie dziedzictwo. W efekcie im większy kawałek budżetowego rynku będą zajmowały mikrobrandy, tym bardziej duże firmy będą wykorzystywać przewagę rozpoznawalnego logo i jeszcze bardziej przesuwać się cenowo w górę. Niestety...

 

Rozważania o tym, czy marek zegarków jest zbyt dużo, są też tu: https://www.ablogtowatch.com/are-there-too-many-watch-brands/

i tu: 

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.