Inny aspekt sprawy – coraz częściej myślę, że na świecie jest zbyt dużo marek zegarków. Patrząc na to, ile nowych firm powstało w ostatnich kilku latach, ile nowych projektów pojawia się w każdym miesiącu na Kickstarterze, mam wrażenie, że podaż znacznie przewyższa popyt.
W efekcie globalizacji stworzenie własnej marki zegarków jest łatwiejsze niż kiedykolwiek, bo w sumie nie trzeba do tego nawet wiedzy, jak działa mechanizm, ale przebicie się na zatłoczonym rynku jest znacznie trudniejsze. Owszem, jest wiele firm, którym to się udało, np. Christopher Ward, Baltic, Venezianico czy Studio Underd0g, ale ciekawy jestem, jaka część nowo powstających firm zamyka się, bo nie jest w stanie sprzedać z zyskiem pierwszego modelu. Rynek nie jest nieograniczony, bo zegarki przestały być produktem niezbędnym do życia, a osób, które kupują dziesiątki zegarków, w szczególności od mikrobrandów, nie jest dużo.
Zgadzam się z początkową tezą @cordi7, że mikrobrandy zazwyczaj oferują lepszy stosunek jakości do ceny, są bardziej kreatywne, otwarte na klienta itp., i czasami też nie mogę zrozumieć, co takiego realnie oferują duże firmy, by za ich zegarki, które nie są ręcznie zdobione, płacić 20, 30 czy 40 tys. zł. Ale polem, na którym duże firmy mają przewagę nad mikrobrandami jest rozpoznawalna marka, historia, zegarmistrzowskie dziedzictwo. W efekcie im większy kawałek budżetowego rynku będą zajmowały mikrobrandy, tym bardziej duże firmy będą wykorzystywać przewagę rozpoznawalnego logo i jeszcze bardziej przesuwać się cenowo w górę. Niestety...
Rozważania o tym, czy marek zegarków jest zbyt dużo, są też tu: https://www.ablogtowatch.com/are-there-too-many-watch-brands/
i tu: