Taaaa, to faktycznie jeden z takich właśnie zapachów, które wymagają od nosiciela odpowiedniej dozy pewności siebie.
Miałem odlewkę i po pewnym czasie puściłem dalej w świat, bo zbyt rzadko używałem. Teraz żałuję.
Otwarcie absolutnie fantastyczne. Dużo się tam dzieje, ale jak!
Później zawsze było w moim wypadku dość liniowo, ale zapach przybierał jedno z dwóch oblicz (nie wiem od czego to zależało, może od temperatury, wilgotności powietrza?). Raz była to ciemna, bardzo twarda skóra z drzewno-kwiatowym podbiciem, czyli - jak mi się zdaje - klasyczne ujęcie tematu tzw. skóry hiszpańskiej. Innym razem skóra była, ale stanowiła już tylko tło dla drewna. Zbutwiałego, dosłownie ociekającego wodą. Przed oczami (i pod nosem) niezmiennie miałem wtedy starą, rozpadającą się... nie świątynię, a oborę. I to ten mocno „rustykalny” element chyba ostatecznie mnie pokonał. Nie do końca miałem ochotę być odbierany w pracy jak ktoś, kto rano przerzucił kilka taczek nawozu.
Do czarnych ciuchów, ciężkich buciorów i skórzanej kurtki Amber Kiso pasuje wybitnie. Ma taki metalowy vibe - ktoś lubujący się w death czy black metalu powinien to wyczuć moim zdaniem. Innym takim bezdyskusyjnie blackmetalowym zapachem jest dla mnie mój ukochany Iron Duke od Beaufort London. Tylko na czarno, tylko w ponure dni, a w słuchawkach jakiś Shining albo inna Odraza.🤘