Bądź spokojna, wróci ! My kiedyś zrobiliśmy sobie wakacje w Pineda de Mar. Wynajęliśmy domek z ogrodem i tarasem, gdzie oczywiście koncentrowało się życie towarzyskie. Oczywiście przyplątał się koteł, nazwaliśmy go Zorro. Widać że był niezły zabijaka, uszy postrzępione, jakieś strupy ... wiadomo o co chodzi. Aaaa ... byłbym zapomniał. Atrybuty męskości miał ponadprzeciętne. Chętnie z nami ucztował, ale np. próba wzięcia na ręce wyzwalała w nim odruchy obronne. Pobyt miał się już ku końcowi, gdy pewnego dnia zięć stwierdził, że wcześniej zejdzie z plaży i przygotuje coś do jedzenia. No fajnie, coś okazało się jakimś gulaszem który chętnie skonsumowaliśmy. Jednak coś wzbudziło nasz niepokój, bo od tego momentu Zorro już się u nas nie pojawiał. I do dzisiaj nie wiemy tak naprawdę, co jedliśmy Zięć zaklinał się że to była wołowina z puszki, ale kto to wie