Taka tu tarcza ze Świta.
W sumie to mało, a raczej wcale nie zmam się na materiałach i technologii ich tworzenia. Myślałam ze jest srebrzona i wyjściowym kolorem jest taki jaśniutko - złocisty jak i moim innym Świcie, a wygląda jak wygląda, bo jest pokryta brudem. No brud jest i stare odciski paluchów.
Indeksy były podmalowywane i niezbyt estetycznie, grubą warstwą jakiejś gęstej farby która wystaje ponad poziom tej fabrycznej.
Robiłam próby czyszczenia patyczkiem higienicznym z detergentem i zero efektu. Niewiele schodzi. To samo Cifem..zero efektu.
Tarcza wygląda na (uwaga - strzelam!) jakby była mosiężna i nigdy nie miała żadnej warstwy srebrzenia czy czegokolwiek tam.
Mogłabym machnąć ręką i tylko zdjąć farbę dołożona na indeksach, poprawić starte kontury i ubytki.
ALE...
Jest zasadnicze ALE.
Z bliska i ze zdjęć widoczność jest nawet dobra.
Ale z daleka, jest DRAMAT. Nic, kompletnie nic nie widać. Zero czytelności. Nie widać wskazówek na tle tarczy. Chyba nie o to chodzi w zegarach 🤔.
Na ostatnim zdjęciu tarcza przy najlepszym, dziennym oświetleniu. Wieczorem z daleka nic nie widać co mnie irytuje.
Czy możliwe jest, że w Świtach i innych zegarach z tego okresu były tarcze z samego mosiądzu? Bez żadnej powłoki wierzchniej?
Da się oczyścić tę "patynę" (lakier?).tak aby poprawić kontrast i widoczność?