Jump to content
Search In
  • More options...
Find results that contain...
Find results in...
News will be here

renqien

Użytkownik
  • Content Count

    1830
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

renqien last won the day on March 18 2020

renqien had the most liked content!

Community Reputation

2724 Guru zegarmistrzostwa

Recent Profile Visitors

1192 profile views
  1. Jako że lubię zegarki z akcentami lotniczymi, nie mogłem się oprzeć takiemu kwarcykowi: Nic wielkiego, taki sobie zwyklak, ale z racji tego, że jeszcze pamiętam linie PAN AM i nawet w dzieciństwie sklejałem Boeinga 727 w barwach tego przewoźnika, nie mogłem sobie odmówić. Całkiem poprawnie wykonany jak na zegarek w tak niskiej cenie, z ładnie zrobioną tarczą, koperta i koronka nieźle współgrają z lotniczym klimatem. Jeszcze gdyby to nie był kwarc...
  2. Z ruskimi zegarkami jest problem, bo ich nie ma. Przez pandemię, to raz, bo część ludzi miała więcej czasu, siedziała w domach i albo wyłapywała co się pojawiło ciekawszego w celach zbierackich, albo po prostu jako lokatę kapitału. Dlatego też ceny przez ostatnie cztery lata tak szaleńczo poszły w górę. Teraz na szczęście trochę to wyhamowuje, ale nadal niektóre oferty zwalają z nóg. Rekordzista ostatnio wystawił Ljuksa za 6000zł. Przez wojnę, to dwa, bo ruski rynek jest niedostępny i nie pojawia się dopływ nowych zasobów, a te co są, kolekcjonerzy kiszą i nie puszczają. Przez Ukrainę, to trzy, która zalewa rynek swoimi wytworami fantazji wszelakiej, od frankenów, przez nowotwory, na nowoNOSach kończąc. Można się po prostu zrazić do tematu rusków, bo nikt normalny nie będzie z własnej woli chodził po kilka godzin dziennie po polu minowym. Przez to wszystko rynek lekko wysechł. Pełno jest tanich złomków albo popularesów, a te mało kto kupuje, bo po cholerę zapychać się nic nie wartym szmelcem. Owszem, bywają tacy, co zbierają ruski "na wiaderka" ale większość z nas jednak ogranicza się do tych skromnych stu czy dwustu. Każdy raczej ma co ma i trzyma, nie puszcza ponownie w obieg. Nie ma po co puszczać, bo lepsze się nie trafiają. Wcześniej była rotacja, bo ktoś kupił ładniejszą sztukę i gorszą wypuszczał w świat, albo kupił perełkę i wydał na nią tyle, że musi kilka tańszych sprzedać, żeby odrobić budżet. Ja ostatnio temat rusków praktycznie odwiesiłem na haczyk, bo nie będę ryzykował zakupów na Ukrainie, u nas nic nie ma, a jak się coś gdzieś pojawia to albo UK albo jakiś inny dziki kraj i VAT, obsługa celna i koszty wysyłki sprawiają, że takie zakupy nie mają sensu. Staram się nadrobić zaniedbany nieco temat wojaków, a jak przez przypadek coś ruskiego wyhaczę, to w torbę i nawet zbytnio się nie chwalę, bo ani to unikaty, ani ceny jakieś wyjątkowe, na tle tego co pamiętam sprzed kilku lat.
  3. Jeden z rzadszych Longinesów mi się trafił i dzielnie ze mną walczy przez ostatni tydzień: Dla zainteresowanych trochę więcej napisałem tutaj: https://zegarkiclub.pl/forum/topic/40866-czasomierze-wojsk-niemieckich-od-poczatku-po-czasy-dzisiejsze/?do=findComment&comment=3422285
  4. Tym razem prawdziwa ciekawostka którą udało mi się ustrzelić. Zegarek, o którym wiedziałem, że jest, ale nigdy nawet na zdjęciach nie widziałem. Do tego materiału znalazłem jedną sztukę gdzieś chyba w Japonii i zdjęcia tamtego będę wykorzystywał do opisu, bo nie mam czasu i warunków do zrobienia porządnych własnych. Mój wygląda tak: LONGINES DH Jednym z rzadszych i droższych, żeby nie powiedzieć, że baaardzo drogich zegarków dienstuhr jest Longines. O tym wie praktycznie każdy, kto interesuje się niemieckimi-wojskowymi. Model oparty na cal. 12.68Z to jeden z najrzadszych zegarków armii niemieckiej, maleńki, stalowy, mający kilka „smaczków” wyróżniających go na tle innych niemiaszków. Znalezienie go, zwłaszcza w jako-tako godnym stanie to lata poszukiwań, a i tak zwykle ktoś cię wyprzedzi na ostatniej prostej… Ale Longinesy dla Niemców nie są wszystkie takie same, jest wśród nich perełka, o której już nie każdy wie, a szczegóły zna mało kto. Najpierw zacznijmy od wersji częstszej, chociaż i tak było ich tylko około 5000 sztuk. Otóż zwykle widujemy taką wersję DxxxxH (zdjęcia znalezione w internecie): Typowa koperta Sei Tacche, malutka 32mm, stalowa, numerowana na deklu i uchu w zakresie od 1 do 5000 przy czym numeracja poniżej 1000 nie zaczyna się od zera tylko numer jest trzy, dwu lub jedno cyfrowy. Ciekawostka, że jest to jeden z nielicznych wzorów dienstuhr z teleskopami, a nie stałymi prętami do mocowania paska. Srebrny werk 12.68z z szatonami, występuje gładki lub z pasami genewskimi, z dość nietypową jak na 12.68z regulacją na mostku balansu znaną z 12L. Numer seryjny 63xxxxx i 64xxxxx, Tarcza typowa dla zegarków dienstuhr, czarna z subdialem i radową lumą na cyfrach. Zależnie od rocznika wypustu cyfry na subdialu co 10 we wczesnych lub co 15 sekund w późniejszych egzemplarzach, No i fajnie. Takie zegarki znamy, z tym porównujemy wyszukane sztuki. Jest jednak, jak pisałem wcześniej, dużo rzadszy Longines Dienstuhr. Otóż została zrobiona niewielka ilość zegarków dla Luftwaffe z oznaczeniem Dxxx. Trzycyfrowym? Tak, bo tych zegarków przydzielono zaledwie około 500 sztuk. Ktoś mógłby pomyśleć, co za różnica, D czy DH na deklu. Ale w tym wypadku różnica jest spora, bo DH jest trochę innym zegarkiem niż D, z innego okresu produkcji itp. Ale po kolei. Zegarek wypuszczony został już pod koniec wojny, z wyższym numerem seryjnym niż DH, które były produkowane w 41/43 roku. Koperta również sei tacche, ale minimalnie większa, ma 33mm a nie 32mm, stalowa z teleskopami, numerowana podobnie jak DH tylko numeracja zawiera się w zakresie od 1 do 500. I to nie jest tak, że do 500 to D, a powyżej DH. Były te same numery z oznaczeniem D i DH. Werk nadal 12.68Z ale… złoty. Zupełnie inna regulacja na mostku balansu, znana z cywilnych zegarków na tym werku. Numer seryjny 680xxxx Co ciekawe, występują też cywilne wersje tego zegarka, bliźniacze wojakowi, tylko z wyższym numerem seryjnym, czyli zapewne Longines produkował je nadal, już po wojnie, jako zegarek ogólnie dostępny. Tarcza jak w zegarkach DH, z cyframi co 10 sek. na subdialu. Te różnice względem przepisowego DH sprawiły, że wielu licytantów odpuściło ten zegarek, gdy pojawił się do kupienia. Zrobiłem doktorat z Longinesa, sprawdziłem wszystko i oto mam, w cenie duuużo niższej, niż się spodziewałem. Wszystko zgodne, zegarek absolutnie prawilny. Cieszy niesamowicie, bo teraz prawdziwe wojaki, zwłaszcza te cenne i rzadkie, coraz słabiej wypływają. Kolekcjonerzy kiszą wszystko dla siebie, a jak już coś się pojawi, to w cenach absurdalnych. Moja sztuka (zdjęcie zrobione "na szybko", w pracy na jakimś przygodnym stole😞 Przepraszam za ewentualne niedociągnięcia, ale pisałem to wszystko z pamięci i w pośpiechu.
  5. renqien

    Kurtka M65

    Szczuplakiem nie jestem, noszę L/R od SO SEW w dość rzadkiej wersji z plastikowym suwakiem i nawet w zimę z podpinką wygląda OK. Ja jednak zawsze powtarzam, że jeśli chodzi o styl i wygląd, zdecydowanie fajniejsza od Wietnamu jest Korea, czyli M51. Moja ulubiona kurtka, bije inne na głowę stylowym wyglądem i rewelacyjną patyną. To w przeciwieństwie do M65 czysta bawełna /choć bywały chyba i mieszanki/ i świetnie się wyciera, przez co wygląda obłędnie. No i krój ma o niebo "elegantszy", jest lekko pasowana i nawet ja wyglądam w niej prawie zgrabnie. M43 i M65 są takie nieco "workowate", a M51 bardzo zgrabne. Jakieś przykładowe zdjęcie z netu, bo moja leży zapakowana w worku i oczekuje na wiosnę (noszę M51 wiosną i jesienią, a M65 zimą z podpinką). No i przemiły bonus tej kurtki. Wkładasz łapy do kieszeni, bo zrobiło się chłodniej, a tam taka mięciutka, cieplutka wyściółka z jakiegoś flauszu czy czegoś podobnego. Mega miłe uczucie.
  6. Ej, chłopaki...! Po cholerę drążycie temat? Chłop miał problem, dostał wyjaśnienie i radę jak go na przyszłość uniknąć. Zamiast zakończyć dyskusję, rozpoczęła się gównoburza i wylewanie gorzkich żali. Teraz jedni będą drugim dawać życiowe rady, jak żyć, jak zarabiać i wydawać pieniądze, a wszystko po to, żeby się jeden do drugiego przypier...niczyć. Jeszcze pewnie za chwilę zostanie w to wmieszany Tusk z Kaczyńskim, Kościół, Żydzi i transwestyci... Wyluzujcie!
  7. Rewelacyjny zegarek, już Ci to pisałem Ja zboczony jestem i zaraz bym mu krawędzie papierem wodnym lekko poprawił, żeby był poprzecierany jak VIS:
  8. Zauważ, że wyraźnie napisałem, że powinieneś zgłosić w takim wypadku konduktorowi w Kosiorkach, dokąd finalnie jedziesz i ten wypisałby Ci na bilecie stację docelową. Wtedy nie byłoby problemu, konduktor w Siedlcach sprzedałby Ci bilet w normalnej cenie. Jeśli chodzi o konduktorkę, to niestety, odkąd dali jej tablet i jakieś inne bajery elektroniczne, pewnie niewiele może zrobić. I tak, jeśli dobrze zrozumiałem, pozwoliła "bezkarnie" dojechać do następnej stacji, a mogła i zapewne miała obowiązek, dowalić opłatę dodatkową za przejazd bez ważnego biletu. Generalnie, nie ma co kruszyć kopii. Na przyszłość będziesz wiedział, jak to rozegrać. Jeśli przy okazji ktoś się również "dokształcił" to dobrze. I tyle. Nie ma co roztrząsać kwestii zarobków, drożyzny i krytykować takich lub innych zachowań. Każdy wydaje kasę po swojemu, pracuje jak umie i może, zarabia jak mu okoliczności pozwoliły. Często w tego typu dyskusjach zapominamy, jak duża jest dysproporcja ekonomiczna między różnymi rejonami kraju, między dużą aglomeracją a terenami słabo zaludnionymi, jak trudno znaleźć sensowną pracę w niektórych miejscach. Poza tym, każdy z nas jest inny, inaczej patrzy na pieniądze, inaczej je zarabia i wydaje. Cieszmy się tym, że jesteśmy inni, inaczej myślimy i postępujemy, bo gdybyśmy wszyscy byli jak spod stępla, byłoby nudno i szaro. I nie krytykujmy pochopnie, bo krytykować jest bardzo łatwo, a zrozumieć i pomóc, cholernie trudno.
  9. Aaaa... no... sprawdziłem i wszystko się zgadza: Teraz ładna tabelka opłat: I na koniec rozwiązanie tegoż problemu, gdybyś kiedyś chciał znów tak podróżować: Czyli, w Twoim wypadku, powinieneś u konduktora w Kosiorkach wykupić bilet na cały przejazd, aż do miejsca docelowego (EDIT: zgłosić, a wykupić tylko do Siedlec, skoro nie było wolnych miejscówek) i wówczas nie byłoby problemu. Nie zhakowałeś systemu, to system zhakował Ciebie
  10. Mogę się mylić, bo rzadko jeżdżę pociągami, ale z tego co pamiętam, w IC z rezerwacją nie ma sprzedaży biletów w pociągu i z racji tego pobierana jest "kara" za brak biletu/miejscówki w wysokości właśnie 150zł. Ta cena, o ile pamiętam, zawiera już opłatę za przejazd, więc stajesz się legalnym pasażerem, a nie "gapowiczem".
  11. Grafika powinna mniej więcej odpowiadać stylowi grafiki w ruskich zegarkach, zachować ich stylistykę i klimat. Nie wiem, chociażby coś takiego: Nie czepiać się drobiazgów 😉 Zrobiłem na szybko, jak umiałem pierwszy lepszy projekt na pierwszym lepszym zegarku.
  12. Nie za dużo patosu? Pomysł z gestem Kozakiewicza jest fajny. Zaadaptować tarczę od jakiegoś komandira czy czegoś takiego, zamiast czerwonej gwiazdy wstawić pomniejszony "gest", zamiast napisu Zakaz MO napisać Olimpiada Moskwa '80, a w miejscu CCCP pod indeksem na szóstej KMZiZ
  13. Obie M1. To jest mniej więcej okres Świętego i jego Regatty. Stylistyka ta sama, tylko przez to, że nie jest w automacie, jest cieniutki.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.